piątek, 28 grudnia 2012

Wesołych Świąt (dobra, dobra, spóźnionych) i Wystrzałowego Sylwestra (ha, tu się nie spóźniłam :-D) oraz Świąteczne nabytki

Witam i... w sumie to co w nagłówku. Jak to trafnie określiła Patka: zapadłam na świąteczną chorobę o nazwie ,,Nic mi się nie chce" :-D Ale stwierdziłam, że czas dodać jakąś notkę, niekoniecznie recenzję. A więc, postanowiłam dodać zdjęcia moich ,,książkowych nabytków" których nachłapałam się ile wlezie w Wigilię. Zacznijmy może od paczki zawierającej wszystkie części Harrego Pottera (jestem oddaną fanką). A oto i ona:



Teraz kolej na następne nabytki, a mianowicie: Finale, Jutro 2 W pułapce nocy oraz Jutro 3 W objęciach chłodu. Oto one:


Następnie pora na serię Millenium, znaną także jako Dziewczyna z Tatuażem. Wprawdzie to moja mama ją dostała, ale na początku miała być dla mnie, ale ja stwierdziłam, że to nie w moim guście. Ale skoro jednak jest, to pewnie kiedyś po nią sięgnę. Oto ona:




I na koniec, w prawdzie już nie świąteczna gratka, ale urodzinowa, ale także zasługuje na umieszczenie:


Taaa, w tle załapała się moja zabawkowa papuga z czasów dzieciństwa i kolekcja figurek :-D A i taki mały news, od Skrzydeł Laurel posty będą dodawane w czcionce Times, zamiast Georgia. No to chyba poruszyłam już wszystko, to by było na tyle. Serdecznie pozdrawiam!

niedziela, 9 grudnia 2012

Skrzydła Laurel - Aprilynne Pike

Witam, jak zwykle na początku rozgadam się o moijej walce z kaszlem którego wreszcie obaliłam, więc z wygodnego, miękkiego łóżka w którym otulona pościelą leżę jak w kokonie i wielkiego telewizora przy głowie z powrotem przesiadka ma drewniane, niewygodne krzesło i paplaniny nauczycieli, sprawdzianów itd... Czy tylko dla mnie ta ,,wymiana" wcale nie wydaje się... korzystna? No, ale cóż takie życie :-) Cieszmy się chociaż weekendami :-) No, ale nie przeciągając, uzbrojona w polar wychyliłam się z mojej łóżkowej nory i postanowiłam zabrać się za recenzję Skrzydeł Laurel. Skąd ta decyzja? A to dlatego, ponieważ w Środę, na mikołajki klasowe od koleżanki dostałam ,,Moc przeznaczenia". Następbego dnia, zaczęłam czytać. W ciągu jednego dnia pochłonęłam to chucherko obfitujące w akcję którą tak ubóstwiam :-) Naszła mnie ochcota na recenzję, ale przecież nie zaczyna się od końca, prawda? I tak właśnie, postanowiłam zabrać się za całą serię ,,Skrzydła" Aprilynne Pike. Skoro już się nagadałam to przejdżmy do właściwej recenzji.

Powiedzmy, że jest sobie dziewczyna o imieniu Laurel. Nie należy ona do zwyczajnych nastolatek. Nie je fastfoodów, mięsa, słodyczy od czasu do czasu napije się sprite'a, ale woli wodę. Odżywia się tylko warzywami i owocami, uwielbia słońce, wstaje o bardzo wczesnych porach, wraz ze wschodem słońca. Powiedzmy, też, że nie lubi zamkniętych pomieszczeń, zwłaszcza jak są w nich małe okna, albo nie ma ich wcale. Jest bardzo ładna, symetryczna, jak nie z tego świata... Kompletnie inny świat, inny typ myślenia... No bo kto z nas, zwykłych śmiertelników czsami nie oprze się pokusie i nie zje mcdonalda? Albo chociaż batona? Dla nas byłby to miły dodatek do szarej codzienności, zaś dla Laurel... Groziłoby to zwymiotowaniem. Coś wam to przypomina? Już macie odpowiedź na końcu języka? Mam nadzieję, bo właśnie wam coś nasuwam... W każdym razie Laurel, po wcześniejszej nauce w domu musi wkroczyć w świat szkoły. Mnóstwo jazgotu, duszność, ograniczony dostęp do zarówno świeżego powietrza jak i słońca jest trochę przytłaczający dla tej duszyczki. Szybko jednak poznaje Dawida - uroczego, przystojnego chłopaka. Wprowadza on ją do swojej paczki gdzie dziewyczna poznaje Chelsea - wesołą i dobitnie szczerą dziewczynę oraz Ryan'a - najlepszego kumpla Dawida. Dzięki nim, dziewczynie jest łatwiej. Pewnego dnia, dziewczyna zauważa na swoich plecach niebieską kulkę wielkości piąstki ledwie raczkującego szkraba. Ciekawe co byście wy powiedziały (szczerze wątpię, że czyta to jakiś chłopak, ale jeśli jakimś cudem tak, to z góry przepraszam) gdyby coś takiego pojawiło się wam na plecach... Ja byłabym jedną z tych osób które zareagowały mniej więcej w ten sposób: ,,O Boże, co to jest?! Co mi się stało?! Czy ja umieram? Nieeeeeeee!!!!! Ja umieeeeeram!!!! O Boże, Boże co mi się stało...?! Maaaaamoooooo, coś wielkiego rośnie mi na plecach i mam wrażenie, że to żyje własnym życiem!!!!" Taaa, już wiecie, że jeśli chodzi o dziwne, niebieskie kulki na plecach to straszna ze mnie panikara. W kązdym razie Laurel to zupełnie co innego. Ubabrała kukę w jakiejś naturalnej mazi niewiadomego pochodzenia zrobionej przez jej mamę i dokładnie zakrywa dziwaczną narośl bluzką. Niestety to nie koniec. Z każdym kolejnym dniem mała piąstka powiększa się. Aż tu nagle... Zmienia się w duży, jasnobłękitny kwiat który pokrywa całe plecy dziewczyny. Laurel w pewnym sensie czuje ten kwiat. Nie może nim poruszać, ale czuje, gdy go dotyka, roślinka jest bardzo wrażliwa. Laurel, aby normalnie funkcjonować, obwiązuje kwiat szeroką chustą, aby ukryć go przed światem zenętrznym i przyklepać na plecach. I wtedy wydarzenia nabierają tempa... Dawid i Laurel zostają parą, Chelsea staje się jej najlepszą przyjaciółką. Ale przez kwiat, dziewczyna czuje się zagubiona, postanawia odwiedzić swój stary dom w którym jako dziecko mieszkała z rodzicami. Tam poznaje Tamaniego. Przystojnego, opalonego wróża (jest wogóle takie słowo jak ,,wróż"???), podkreślam wróża, o zielonych końcówkach włosów i oczach w tym samym kolorze i odcieniu. Wprowadza on ją do innego świata, świata Avalonu, wróżek, magii... Okazuje się, że Laurel jest wróżką i to jesienną, położoną niemalże na szczycie ,,łańcucha pokarmowego" teraz muszę wam tu troszkę oświetlić drogę. Spokojnie nie zdradzę zbyt dużo, tylko mniej więcej, jak funkcjonuje świat wróżek. Więc tak są cztery rodzaje naszych bajkowych stworzeonek. Wróżki wiosenne, letnie, jesienne i zimowe. Te pierwsze są najniższe rangą, nie mają zbyt dużo praw, zwykle raczej usługują tym ważniejszym. Maja moc wabienia (niewielkeigo kontrolowania umysłu, nasuwania czegoś). Stanowią one około 80% wszystkich wróżek. Dalej stoją wróżki letnie tzw. ,,efekciary". Ich moc polega na tworzeniu iluzji, mały domek, może się nagle stać smokiem itp... Są one też uzdolnionymi aktorami, śpiewakami itd... Apropos... Ich kwiaty są większe niż one same, takiego kwiatu Laurel już nie upchnęłaby pod bluzką :-) Stanowią one mniej więcej 15% wszystkich wróżek. Dalej są wróżki jesienne czyli ,,preparatorki". Do nich należy Laurel, gdybym ja była wróżką także bym do nich należała, ponieważ to jaką wróżką jesteś zależy w jakiej porze roku się narodzisz. Ja tak jak Laurel, dmucham świeczki w trakcie jesieni. W każdym razie, ich praca polega na robieniu przeróżnych eliksirów, czasami bardzo potężnych. Jest ich bardzo mało, stanowią one zaledwie 4% wróżkowej społeczności. Na samym końcu są wróżki zimowe, zwykle na cało pokolenie przypada jedna wróżka zimowa, czasmi wcale. Potocznie nazywane są ,,naginaczami", ponieważ... panują nad naturą. Udusić kogoś korzeniami? Spoko. Zrobić wielką dziurę w ziemi i pogrzebac kogoś żywcem? Nie ma sprawy. Są one zdecydowanie najbardziej fascynujące ze wszystkich wróżek, jest to wręcz rodzina królewska. Wróżki zimowe potrafią także otwierać bramy... Czyli przejścia do Avalonu, świata wróżek. Te informacje pochodzą także z części drugiej, ale pomyślałam, że załatwimy to na początku, aby przy następnych częściach miec już to za sobą. A, zapomniałabym... Wróżki to rośliny. Tak, dobrze widzicie rośliny. Dlatego są tak symetryczne, uwilbiają słońce i świeże powietrze, a pewne rodzaje jedzenia im nie służom. Pozatym kolor ich tęczówek oraz końcówek włosów zależy od ich diety. Tamani je dużooo, zieleniny :-) Zaś Laurel ma zróżnicowaną dietę, dlatego unikła tych ,,przebarwień". Więcej wam już nie zdradzę... I tak dowiecie się sporo więcej przy części drugiej. teraz mój tok myślenia. W książce zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Syl pisania Aprilynne jest bardzo przyjemny i dokładny, zapewniła mi sporą dawkę emocji oraz to co lubię: akcę, chociaż mogłoby być jej odrobinę więcej. Ta powieść jest jak funkconujący, żywy organizm, na który składa sie mnóstwo, poszczególnych komórek. Żyje, oddycha, poprostu jest niesamowita! Taka książka jak tak zapada w pamięć, rozpoznajemy poszczególne momenty nawet po 3-4 latach, jak w moim przypadku. Polecam tę książkę każdemu fanowi magii i romansu, uważam, że to poprostu arcydzieło. Pozdrawiam!



środa, 28 listopada 2012

Jutro - John Marsden

Witam, po troszkę dłuższej przerwie, za którą przepraszam, niestety w piątek wieczorem dopadła mnie gorączka, nadal jestem chora, kaszel, katar i bół gardła :-( Ale w końcu poczułam się na tyle dobrze, że zmusiłam się do wstania do komputera i wklepania nowej recenzji :-)

Wreszcie, powtarzam wreszcie ukończyłam pierwszą część serii Jutro. Oczywiście nie dlatego, że mi się nie podobała, tylko z braku czasu. Na początku roku szkolnego czytałam jak szalona, zwłaszcza w uroczym barku mojej cioci, więc dopędziłam prawie do końca książki, aż tu nagle, nie było czasu. Nie mogłam znaleźć czasu na tę książkę, choć bardzo mi się spodobąła. Podobny problem mam z W Otchłani, muszę jednak w końcu przysiąść i przeczytać tę książkę do końca. No, ale mniejsza z tym, zajmijmy się lepiej lekturą. Powieść dosłownie mnie wessała, jest pasjonująca, a tępo wydarzeń zasakujące. Naprawdę, akcja to bardzo duży atut tego akurat tytułu. A więc zacznijmy od początku. Ellie - główna bohaterka oraz Corrie - jej najlepsza przyjaciółka wpadają na pomysł pojechać do Piekła tzn, niedostępnego miejsca w górach. Spraszają całą gromadę przyjaciół: Robyn - religijną superbohaterkę (wgł. Ellie), Kevina - lekko zarozumiałego, przez co zabawnego chłopaka Corrie, Lee - ciemnowłosego przystojniaka, muzyka który wpadł w oko Ellie, Homera - ,,niegrzecznego chłopaka", jest dla Ellie jak brat oraz Fi (Fiona) - stylową, elegancką i uprzejmą dziewczynę z miasta. No to cały team już omówiony. Grupka znajomych bawi się świetnie, zacieśniają więzy przyjaźnie, niektórych połączyło nawet coś wiecej. A mianowicie: Ellie od dłuższego czasu durzy się w Lee, a ten też zdecydowanie coś do niej czuje. Znajdują wspólny język. Oraz.... Homer zakochał się w Fi! Tego się niespodziewałam. Było to jak grom z jasnego nieba nie tylko dla Ellie. Bardzo spodobała mi się a para. Fi jest taka delikatna, a z kolei Homer to jej kompletne przeciwieństwo. Już wie kto zostanie moją ulubioną parą której będę kibicować do końca serii :-D No dobra, w każdym razie sprawa jest taka: pewnej nocy grupka naszych przyjaciół widzi tysiące samolotów przelatujących nad ich głowami, głęboko w środku czują duży niepokój chociaż starają się machnąć na to ręką. Jednak postanawiaja niezwłocznie wrócić do domu. Okazuje się, że ich świata już nie ma. Rozpętała się wojna, ich rodziny zostały pojmane, a oni są jednymi z nielicznych ocalałych na wolności. Po ówcześniejszym dokładniejszym zbadaniu sprawy w mieśćie, postanawiają czym prędzej powrócić do piekła. Oczywiście robią jak największe zapasy i w końcu docierają do upragnionego schronienia... Ale to zaledwie początek. Więcej już wam nie zdradzę :-D Co mogę powiedzieć o tej seri? Naprawdę mnie wciągnęła, większość książki przeczytałam w mgnieniu oka, z końcówką mi się trochę zeszło. Postać która mnie urzekła (oprócz głównej bohaterki która jest obłędna :-D) to Fi. Jej styl i elegancja zdecydowanie do mnie przemawiają. Szczerze mówiąc kojarzy mi się ona trochę ze mną samą, choć wątpię czy Pockerowa to potwierdzi bo przy niej kompletnie mi odwala, ale to już szczegół :-D Spodobało mi się to, że jest taką delikatną postacią, którą poruszaja drobne rzeczy, ale która potrafi w sobie znaleźć prawdziwą siłę. Oprócz tego zakochałam się w przemyśleniach Ellie (i w Homerze, ale to już tak na marginesie :-D oczywiście żartuję, choć owszem jest on bardzo fajną i ciekawą postacią), którą naprawdę skłaniają człeka do przemysłeń. Muszę także umieścić tutaj także cytat na którego punkcie oszalałam i umieściłam na pulpicie mojego komputera w Sticky Notes: W życia znoju i chaosie, jedna trwa zasada: cudze troski leczy dobroć, a własne odwaga <333 Co mogę wam jeszcze powiedzieć... Styl pisania Johna Marsdena jest całkiem przyjemny, taki lekki, szybki, troszkę oschły, ale idealnie pasuje do tego typu serii... No i muszę się do czegoś przyznać... pasjonują mnie książki o wojnach! Jutro, Igrzyska Śmierci, a nawet ostatnia część Harrego Pottera :-) ta już wiemy, że gustuję w rozlewie krwi :-D Akcja, nerwy, zamęt, strach - to mój konik ;-) Wracając do książki, na podsumowanie dodam, że moim zdaniem jest wspaniała i napewno sięgnę po kolejne części tej serii. Pozdrawiam!!!

poniedziałek, 12 listopada 2012

SPECIAL URODZINOWY!!!

A oto zapowiedziany special, na który musieliście się naczekać, aż do samego wieczora. Niestety dzisiaj już nie jestem w stanie napisać recenzji,przyjechała do mnie rodzina, jechałam po prezenty, mnóstwo czasu zajął Libstere blog ♥ więc masakra, postaram się dodać zaległą urodzinową recenzję jutro i jeszcze raz przepraszam, ale pomyślałam, że w końcu należy mi się odrobina relaksu :-)

A special to... zdjęcia mojej papużki Dzióbka :-) Jest modrolotka czerwonoczelna = papuga kozia. Ma około 5 lat. Życzę miłego oglądania i pozdrawiam!









Libstere Blog - miła niespodzianka :-)


Zasady: ,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Otrzymałam nominacje od: zaczarowana

Pytania od zaczarowana:

1. Książka do której wracasz z uśmiechem na twarzy?
Odp. W sumie, jest ich kilka, nie umiem wybrać jednej :-) Są to: Harry Potter, Zmierzch i Igrzyska Śmierci. Harry kojarzy mi się bardzo pozytywnie jest to książka mojego dzieciństwa, nasuwa mi się na myśl gra w klasy. Zmierzch, to pierwsze ,,romansidło" jakie przeczytałam, cały czas wybucham śmiechem, za każdym razem gdy wracam do tej książki. Zaś Igrzyska Śmierci... To poprostu najwspanialsza trylogia jaką kiedykolwiek czytałam.

2. Jakiego języka obcego się uczysz?
Odp. Standardowo angielskiego oraz francuskiego (francuski to złoooo... Queles sont tes loisirs?)

3. Czy masz przyjaciółkę od serca?
Odp. Tak, jest nią niejaka Pockerowa (Gosia), którą znam od pierwszej klasy podstawówki i od tamtej pory jesteśmy nierozłączne. niestety ciężko nam utrzymywać kontakt, ponieważ od 3 lat uczymy się w różnych szkołach, ale i tak jesteśmy ze sobą bardzo blisko :-)

4. Czy masz jakiegoś innego bloga?
Odp. Tak, jest to blog o mojej twórczości (opowiadania itp...), link do strony jest w zakładkach pt. ,,My World".

5. Co uważasz za swoją najgorszą cechę charakteru?
Odp. Hmm... Chyba pamiętliwość, niestety, jestem jedną z tych osób które nieprędko zapominają o urazach. Pracuję nad sobą :-) Na szczęście rzadko ukazuję te stronę swojej natury, zwykle jest uwięziona głęboko w środku mnie.

6. Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
Odp. Mam bardzo zróżnicowany gust muzyczny, od hard rocka w Ac/Dc, poprzez pop np Carly Rae Jepsen aż do country Taylor Swift. Czasami rap np Flo Rida.

7. Książka do której masz wielki sentyment?
Odp. Harry Potter - kojarzy mi się ze wszystkim co dobre, od dawna mam obsesję (choć obecnie już trochę przygasłą) na punkcie tej serii, kocham przeżywać ją od nowa i od nowa, uwielbiam towarzyszyć Harremu przy jego rozmaitych przygodach.

8. Twój ulubiony kolor?
Odp. Zielony :-)

9. Twoje ulubione zwierzę?
Odp. Pies - od zawsze marzę o posiadaniu własnego czworonoga, niestety na razie nie zachodzi się na bieg w zwolnionym tempie ku golden retieverowi, ale zawsze warto pomarzyć ;-)

10. Czy lubisz się uczyć?
Odp. Zależy czego :-) Polskie, biologia - bardzo chętnie. Matma - hmm... to już wygląda troszeczkę inaczej... :-D

11. Masz jakieś marzenia?
Odp. Wcześniej wspomniane posiadanie psa, a także napisanie światowego bestsellera i zostanie słynną dziennikarką np w New York Times lub Nat Geo Wild, małe mieszkanko z ogromymi oknami w Nowym Jorku na manhatanie lub staromodne, ozdobne, eleganckie mieszkanie w śródmieściu (w Warszawie).

Moje pytania:
1. Ulubiona książka?
2. Ulubiony film?
3. Jak widzisz siebie za 15 lat?
4. Co kochasz w swoim życiu?
5. O czym myślisz przed snem?
6. Masz jakieś szalone marzenie? np skok na bungee
7. Gdybyś była zwierzęciem - jakie by to było zwierzę?
8. Ulubiona potrawa?
9. Jaki masz styl (ubieranie się)?
10. Jakie masz włosy? Podaj kolor, długość, fryzura, masz krótką grzywkę czy zapuszczasz...
11. Jakie masz hobby?

Osoby nominowane przeze mnie: just me, Patka, Pockerowa... resztę osób nominuję już jutro bo nie mam jak na razie pomysłów :-) Pozdrawiam!

niedziela, 11 listopada 2012

Zwiadowcy Ruiny Gorlanu - John Flanagan + info

Witam was wszystkich bardzo serdecznie, w kolejnej recenzji... Ale najpierw jedna bardzo ważna (przynajmniej dla mnie) informacja. Otóż jutro są moje urodziny! Nie mogę się już doczekać, a to oznacza.... Urodzinowy SPECIAL! Pewna niespodzianka jest już dzisiaj dla was przygotowywana (oczywiście przeze mnie) + dodatkowa recenzja :-) Mam nadzieję, że was zachęciłam, a więc możemy przejść już do recenzji :-)

Zwiadowcy to seria zdecydowanie warta uwagi, powinna się spodobać zwłaszcza zagorzałych fanów fantasy, takich jak ja. Średniowiecze, walki na miecze, długie płaszcze i przede wszystkim, jedne z najważniejszych elementów tej serii książek: ŁUKI!!! Dlaczego pełnią tak ważne? Tego dowiecie się później, a teraz zapraszam do krótkiego opisu fabuły, który niestety nie jest mojego autorstwa, ale za 10 minut zaczyna się mój serial, a nowe odcinki ukazują się tylko raz w tygodniu...

Przyszłość piętnastoletniego Willa
zależy od decyzji możnego barona. Sam Will najchętniej zostałby
rycerzem, ale - drobny i zwinny - nie odznacza się tężyzną fizyczną,
niezbędną do władania mieczem. Tajemniczy Halt proponuje,
chłopakowi przystanie do zwiadowców - ludzi owianych legendą,
którzy, jak wieść niesie, parają się mroczną magią,
potrafią stawać się niewidzialni...
Początek nauki u mistrza Halta to jednocześnie początek wielkiej
przygody i prawdziwej męskiej przyjaźni.

Jak tylko wypatrzyłam tę książkę chyba trzy lub dwa lata temu, od razu wiedziałam, że mi się spodoba. Kupiłam ją i zaczęłam czytać. Z miejsca mnie wessało, Śledziłam poczynania Willa, który od dzieciństwa miał prawdziwy talent do bezszelestnego skradania się - talent do bycia zwiadowcą. Zwiadowcy to elitarna grupa ludzi owianych tajemnicą, precyzyjnie wyszkolonych o niemal nieludzkich umiejętnościach. Zakradają się jak cień, jeżeli nie chcą by ktoś ich dostrzegł nie ma na to najmniejszej szansy. Nauczeni są jak wykorzystać otoczenie i własne umiejętności by zlać się z tłem. Cicho jak duch. Mają też inny atut - wyżej wspomniane łuki. Każdy z nich jest w stanie ustrzelić źrenicę oka biegnącej sarny. Robi wrażenie co? Na mnie na pewno. Nasz młody bohater ma zostać jednym z nich - jedną z specjalnych jednostek, w pewnym sensie tajnych agentów Araluenu. Stowarzyszenie Zwiadowców nosi na szyi srebrny naszyjnik z liściem dębu - Will jako uczeń dostaje bodajże z brązu. Teraz może o naszym kochanym wujku Halcie ;-) Nic bardziej mylnego :-) Halt to majestatyczny, pochmurny człowiek o intrygującym poczuciu humoru.... Strzyże się scyzorykiem (tak na marginesie...). Jest jednym z najlepszych w branży, ale dlaczego... Tego dowiecie się już sami czytając książkę. Bardzo podobały mi się opisy walki, zarówno tej wręcz jak i na odległość. Oczywiście w książce nie zabraknie straszliwych bestii (właściwie to niestety, ale tylko jednej, za to mocnej) i tzw. epickich scen. Mnie osobiście książka po prostu urzekła i polecam ją każdemu amatorowi fantasy oraz tych których chociaż trochę zaciekawiła moja recenzja. Pozdrawiam!




piątek, 2 listopada 2012

Klątwa Tygrysa Wyzwanie - Colleen Houck

Witam, tym razem wracamy do Klątwy tygrysa, Kelsey, Rena oraz Kishana. Czyli jednym słowem czas zrecenzować drugą część pod tytułem ,,Wyzwanie” którą wczoraj skończyłam czytać. Muszę przyznać, że druga część zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż część pierwsza między innymi dlatego, że była zdecydowanie dłuższa. Po pierwszej części zdecydowanie czułam niedosyt. W sensie, książka była cudowna, ale troszeczkę za krótka jak na mój gust. A więc: Kelsey wraca do Oregonu ze złamanym sercem, okazuje się, że bracia kupili jej dom, porsche i opłacili ekstrawaganckie studia.  Dziewczyna bardzo cierpi po rozstaniu z Renem, próbuje dojść do siebie, zacząć żyć normalnie oraz stara się zacząć randkować z innymi chłopkami. Jednak wszystko kojarzy się jej z Renem. Kiedy marzną jej dłonie, a obleśny Artie nie oddaje jej swoich rękawiczek, przypomina jej się, że Ren oddałby jej nawet ostatnią koszulę gdyby uznał, że jest jej za zimno. Po pewnym czasie Ren – a jakże, przyjeżdża do Oregonu odzyskać Kelsey. Ona w tym czasie spotykała s z Lee. Chłopcy rywalizują o jej względy, ale jat to można przewidzieć wygrywa zabójczo przystojny Ren. Układa się im cudownie: czytają Szekspira, oglądają musicale i właśnie wtedy pojawia się Kishan – niepokorny, równie przystojny, młodszy brat Rena. Kishan od dawna nie kryje swoich uczuć do Kelsey. Podczas pobytu na plaży skrada jej nawet całusa, co Ren przyjmuje ze zgrzytaniem zębów. Jednak nie długo mogą pobyć wszyscy razem, gdyż Lokesh ich namierzył i PORWAŁ Rena. Kelsey jest zrozpaczona. Kiedy już wszystko ma być dobrze… wszystko się wali. Aby uratować Rena Kelsey wyrusza z Kishanem w daleką podróż podczas której bardzo się do siebie zbliżają… Ale więcej z fabuły już wam nie zdradzę :-) Ta książka naprawdę mnie zauroczyła :-) Właściwie zakochałam się w niej na zabój :-D Chociaż szkoda mi było Rena to mimo wszystko cieszyłam się, że Kelsey spędza czas z Kishanem. Rozwinęła się między nimi prawdziwa więź i owszem nie zabrakło między nimi zabawnych tekstów (patrz koniec recenzji). Brat Rena jest gwałtowny i nieposkromiony, ale jednocześnie wrażliwy i czuły, słowem: mężczyzna idealny :-) A przynajmniej podbił moje serce i zapewne będę mu kibicować do końca całej serii. Nie zabrakło tu oczywiście opisów jedzenia, tajemniczych krain, niesamowicie trudnych zadań do wykonania i pradawnej magii. W tej części Kelsey ćwiczy także sztuki walki, więc pod koniec książki mamy ich mały pokaz. Klimat książki jak zwykle jest naprawdę niesamowity, taki ciepły i zabawny, kocham tą książkę. Spodobał mi się śmieszny kawałek Dr Seussa która znalazł się książce. Co jeszcze mogę powiedzieć o tej lekturze? Że jest naprawdę świetna, niczego w niej nie zabrakło i już nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejną część – Wyprawa. Pozdrawiam!

Kelsey i Kishan:

- Podczas ćwiczeń skakaliśmy razem – wyjaśnił Kishan, po czym zwrócił się do mnie. – Wiedziałaś, że wystarczy poprosić. Skoczyłbym razem z tobą, ty sama uparłaś się, żeby zrobić to w pjedynkę.
- Cóż, gdybyś trzymał ręce przy sobie…
- A gdybyś ty nie miała takiej obsesji na punkcie mojego dotyku…
- To wszystko byłoby w porządku – dokończyliśmy zgodnym chórem.

Lub też:

Kishan:
- Popływać, co? Dobrze będzie trochę ochłonąć. – Zerknął na mnie zza ręcznika. – No chyba, że planujesz założyć bikini.

I jeszcze te dwa:

Kishan:
(Kelsey smaruje nogi kremem)
Kishan uśmiechnął się, zerknął na moje nogi i puścił do mnie oko.
- Nie śpiesz się.

Kelsey i Kishan:

- Aha – odparłam, wciąż zdenerwowana. – Mnie też.  Cudownie będzie wziąć gorący prysznic.
Kishan uniósł brew.
- Chcesz iść pierwsza?
- Nie, nie trzeba.
Książę zerknął na mnie z błyskiem w oku.
- Cudownie by było, gdybyś zechciała zaoszczędzić ze mną trochę wody.
Otworzyłam usta ze zdumienia.
- Kishanie!
Mój towarzysz puścił do mnie oko.
- Tak myślałem. Ale spróbować zawsze warto.
Uratował mnie powrót pana Kadama.


niedziela, 28 października 2012

Pamiętniki Wampirów księga 1: Przebudzenie, Walka, Szał - L.J. Smith


Na początek parę informacji: Po pierwsze, przepraszam, że tak długo nie ukazywały się nowe recenzje, było to spowodowane moim brakiem weny. Nie miałam pomysłu jaką książkę by wziąć po lupę, no i oczywiście moje powszechnie znane lenistwo :-) Po drugie: postanowiłam zrezygnować wystawiania ocen książkom, jeżeli będą się pojawiać to sporadycznie, taki mój werdykt ponieważ za dużo u mnie 10, ponieważ mam sentyment do wielu książek które recenzuje i chociaż mam czasami parę zastrzeżeń to mimo wszystko jak gdyby nigdy nic wystawiam 10, ponieważ, żal mi postąpić inaczej :-D (trochę nadużywam słowa ,,ponieważ”) A więc nie przeciągając dłużej, rozpocznę kolejną recenzję.

Tym razem wracamy do wampirycznego świata który tak ubóstwiam, z całkiem nową pozycją jaką jest książka: Pamiętniki Wampirów. Opowiada ona o Elenie – pięknej dziewczynie oraz o dwóch braciach wampirach – Damonie i Stefano, obaj jej pragną. Elena jest królową szkoły, piękna, popularna, łowczyni serc. W oko wpada jej nowy, niesamowicie męski uczeń. A jakże – Stefano. Wraz z grupą przyjaciółek – Meredith i Bonnie postanawia, że go zdobędzie. W końcu to się jej udaje, Stefano poddaje się jej urokowi, ale okazuje się, że Stefano skrywa mroczną tajemnicę. Jak nie trudno się domyślić, żę jest wampirem. Dziewczyna to akceptuje, są razem szczęśliwi i właśnie wtedy pojawia Damon – zabójczo przystojny brat Stefano, także wampir. Przy pierwszym spotkaniu, Elena mało go nie całuje. Tak zaczyna się ich historia. Nie zamierzam zdradzać więcej, powiem tylko, że ta część choć jest ciekawą książką jest zdecydowanie najgorsza a całej serii. Tak naprawdę seria spodobała mi się dopiero po przeczytaniu części drugiej, to ona mnie zafascynowała. No i oczywiście na końcu książki nie zabrakło akcji. Spodobał mi się klimat książki, ponieważ choć autorka pisze o wampirach itp., to jednak małomiasteczkowy klimat Fells Church bardzo pasuje do ogólnej tematyki i nastroju książki. W moim przypadku zaczęło się od książki, ale potem zainteresowałam się serialem. Skończyło się na tym, że mam na płycie pierwszy sezon, oszczędzam kasę na drugi, a na Internecie oglądam na bieżąco najnowszy, czwarty sezon. Muszę przyznać, choć przychodzi mi to z trudem, że serial jest jeszcze lepszy niż seria książek. Jest to m.in. zasługa uroczej Niny Dobrev (Elena Gilbert), Paul’a Weasly’a (nie jestem pewna jak się pisze jego nazwisko) w roli Stefana Salvatore oraz niesamoiwice przystojnego Iana Somerhaldera (Damon Salvatore). Serial jest o niebo ciekawszy, choć książce również nie można zarzucić braku akcji, ponieważ lektura jest naprawdę świetna. Spodobała mi się także przemiana Eleny. Na początku książki jest ona delikatnie mówiąc samolubna, ale na jej końcu… To już zupełnie inna osoba. Opisy przedmiotów, włosów i oczu Eleny oraz odczuć bohaterów zasługują na uwagę. Są bardzo szczegółowe co mi bardzo pasuje. Oprócz tego, jak to w wampirycznych seriach, fani są podzieleni na obozy: team Stefano i team Damon. Z dumą i odrobiną wstydu, przyznam się, że ja stoję murem z drużyną Damona. Kurcze, jaki obciach :-) Znaczy, nie wstydzę się, że wolę Damona, ale trochę mi głupio, że bawię się w takie obozy, ponieważ jeszcze niedawno naśmiewałam się z team Jacob i team Edward :-D Ale dobra, napisałam :-) Co by jeszcze powiedzieć… Pamiętniki Wampirów to seria zdecydowanie warta uwagi, ponieważ porywa człowieka na wiele godzin oraz wiecznie chodzi po głowie. Polecam także obejrzenie serialu który tak zawładnął moim sercem. Pozdrawiam i obiecuję, że od teraz postaram się wrócić do cotygodniowej recenzji :-)

Elena:
piękna i popularna, może mieć każdego chłopaka.

Stefano:
tajemniczy i mroczny,
wydaje się jedynym chłopakiem odpornym na wdzięki Eleny.

Damon:
seksowny, niebezpieczny
i opętany rządzą zemsty na Stefano - bracie, który go zdradził


Oraz okładka z aktorami, od lewej: Damon, Elena, Stefano:


piątek, 5 października 2012

Golden Retriever - Margitta Becker & Veronika Thiele-Shneider 10/10

Skoro już tak jedziemy z nowościami... To myślę czemu nie? Zrecenzujmy poradnik! Przeglądałam półkę z książkami w poszukiwaniu czegoś do zrecenzowania, spojrzałam naparę poradników o zwierzętach... I pomyślałam: właściwie, to mogłoby być coś fajnego... I tak, teraz ukazuje się wam najnowsza recenzja mojego autorstwa. Chciałam jeszcze tylko dodać, że chociaż bardzo się w tym tygodniu starałam dodać nową notkę w tygodniu roboczym to nie dałam rady... Ach ta szkoła... Porażka :-/ No, ale nie przedłużając... Jesteś fanem psów? W szczególności golden retrieverów? Marzysz, aby posiadać takiego psa lub niedługo dokonasz jego zakupu? To książka dla Ciebie! Poradnik dzieli się na parę działów: Golden Retriever się przedstawia; Golden Retriever się wprowadza; Zdrowe żywienie; Odpowiednia pielęgnacja; Zdrowie, Wychowanie psa - łatwe i przyjemne; Twój przyjaciel golden retriever; Hodowla; Dodatek specjalny. Każdy z działów zapoczątkowany jest dużym, przesłodkiiiiiim (taaak, będę się teraz rozklejać nad słodkością tych psów) zdjęciem goldenów. Ja osobiście wzdycham za każdym razem gdy je widzę... Marzy mi się pies tej rasy, ale cóż zrobić... Każdy z działów jest podzielony na szczegółowe rozdziały. Bardzo miło mi siię studiowało tę książkę, ponieważ bardzo lubię pogłębiać swoją wiedzę na temat zwierząt. Moi znajomi ze szkoły często słyszą tekst typu: a wiedziałaś/eś, że lwy dzięki pracy zespołowej mogą upolować nawet dorsołego samca żyeafy, albo: Dysplazja stawu biodrowego to nie przelewki... Taaa, cała ja :) Wracając do tematu, w książce dowiemy się wiele o pochodzeniu goldenków oraz poznamy lepiej ich psychikę i upodobania. Pamiętam, że jak kupowałam ten poradnik, to bardzo się cieszyłam, że znalazłam coś tylko o goldenach, że ksiażka została kupiona prosto z mostu. W tarkcie poszczególnych rozdziałów, umieszczono wiele fotografii tych cudownych psów (moje ulubione to golden retriever z parsolką w pysiu) oraz dodatkowe info w postaci zagrodek pod tytułem: porada. Bardzo podobał mi się dział z tresurą w którym były opisane sporty odpowiednie dla golden retrievera oraz wiele ciekawaych metod tresury, no i oczywiście komendy takie jak: siad, leżeć, przynieś itp., itd. Ta recenzja jest trochę krótsza niż większość, ale nie wiem co jeszcze napisać. Może to, że jest to naprawdę przyjemna lektura, która podbije serce miłośnika zwierząt. Mam też drobne pytanie do moich czytelniczek, przedewszystkim do just me, pockerowej i patki. Czy chciałybyście więcej tego typu recenzji, czy raczej nie?

niedziela, 30 września 2012

Heartland: Po Burzy - Lauren Brooke 8/10

Heartlnad to schronisko dla koni, wtulone między wzgórza Virginii, ale i coś więcej. To miejsce jedyne w swoim rodzaju - gdzie leczone są blizny przeszłości, gdzie przerażone i źle traktowane konie uczą się od nowa ufać ludziom.

Tym razem, kontynuujemy serię Heartland, wokół której wciąż krążą moje myśli. Część druga jest zdecydowanie ciekawsza niż część pierwsza, ponieważ zawiera więcej interakcji z końmi, a właściwie z jednym koniem: Spartanem. Przez dwudziestomową serię przewija się wiele koni, mam wśród nich swoich ulubieńców... W tym Spartana który jest zdecydowanie moim ulubionym koniem. Ten ognisty gniadosz z miejsca podbił moje serce. To właśnie Spartan jest tym koniem po którego pojechała Amy z mamą w burzową noc... W burzową noc w którą mama Amy zginęła. Spartan też nie wyszedł bez szwanku. Teraz trafia do Heartlandu, ale nie jest już tym samym koniem którym był wcześniej. Przyjeżdża wściekły, niemalże dziki, a jego gniew jest skierowany ku Amy. Dziewczyna nie nie wyleczyła jeszcze własnych ran, a każde spojrzenie na Spartana przypomina jej o tragicznym wypadku... Wydaje się, że młoda Amy Fleming jest ostatnią osobą która może pomóc Spartanowi... Ale kto wie czy nie jedyną... Muszę przyznać, że jest to jedna z moich ulubionych części, jeśli nie ulubiona. Zakochałam się w Spartanie, który tak naprawdę nie jest zły, tylko skrzywdzony i on tak samo jak Amy musi zapomnieć. Amy musi wybaczyć samej sobie, a Spartna jej. W tej recenzji muszę wam rzedstawić kilka ważnych postacio których nie wspominałam przy pierwszej z nich. Pierwszą z nich jest Treg. Ma on siedemnaście lat, jest trochę starszy od Amy i od długiego czasu pracuje w Heartlandzie. Dorównuje wiedzą Amy, co jest dużym wyczynem, rozumie konie, jest bardzo zżyty z naszą główną bohaterką. Soraya Martin - najlepsza przyjaciółka Amy, z którą dziewczyna może się podzielić wszystkim. Matt - przyjaciel obu dziewczyn, który zaleca się do osoby na A (nie mam pojęcia jak uniknąć powtórzeń :-D), ale ona nie jest nim zaintersowana i chce pozostać tylko przyjaciółmi. Jest jeszcze weterynarz Scott który często odwiedza Heartland (pracuje jako weterynarz). Np i oczywiście Ashley Grant, córka Val Grabt - właśicielki konkurencyjnej stadniny z drogimi kucami Green Briar. Ashley jest delikatnie mówiąc wredna i jest wrogiem Amy. To chyba wszyscy, bo o Lou i dzidku już mówiłam... Teraz o mich prywatnych uczuciach do tej książki... Jest ona bardzo przyjemna, szybko się czyta. Tak naprawdę starczy na jeden góra trzy dni, chyba, że będziemy zawzięcie ją oszczędzać. Kiedy czytałam ją poraz pierwszy (a jakże, niejednokrotnie do niej powracałam) co chwila ekscytowałam się czymś co działo się w książce, wiele razy na twrzy zakwił mi uśmiech, gdy w książce zdarzało się coś wzruszającego lub zabawnego. Smucił mnie fakt jak bardzo Amy cierpi po śmierci mamy, jak często miewa koszmary nocne. Wyobraziłam sobie siebie w tej sytuacji. Mam wrażenie, że nigdy bym się już nie uśmiechnęła. Tak czy owak sytuacja głównej bohaterki sprawia, że aż się łezka w oku kręci. Co do Spartana, urzekła mnie jego wściekłość... Wiem, dziwnie to brzmi, ale dokładnie chodzi mi oto, że Spartan tak naprawdę jest delikatnym i wrażliwym koinem, który po prostu został bardzo skrzywdzony i wylewa swoje uczucia w agresji... Kogoś wam to przypomina? Bo mi to przypomina ludzi. Gdy cierpimy, zachowujemy się podobnie. Jesteśmy wściekli na cały świat, bo dlaczego nam się to przydarzyło? Spartan bardzo przypomia mi człowieka i być może dlatego tak mi się spodobał. Jednak stopniowo, gdy Amy do niego dociera, okazuje się jak cudownym koniem jest Spartan. Amy z miejsca się w nim zakochuje i drży na myśl, że miałaby się z nim rozstać. Historia Amy i Spartana jest ze sobą mocno powiązana i może dlatego dziewczyna tak go pokochała. Cieszyło mnie także to, że Lou i Amy zaczęły się coraz bardziej zżywać, poznawać się lepiej... No i oczywiście nie zabrakło technik join-up i T-Touch :-). Co wam jeszcze powiedzieć? MOże, to, że choć Heartland może wydawać się jedynie książką o koniach, w głębi porósza bardzo ważne tematy. Jest to cudowna, niesamowita książka która skradła mi serce.

piątek, 28 września 2012

Heartland: Powroty - Lauren Brooke 10/10

Heartland to schronisko dla koni, wtulone między wzgórza Virginii, ale i coś więcej. To miejsce jedyne w swoim rodzaju - gdzie leczone są blizny przeszłości, gdzie przerażone i źle traktowane konie uczą się od nowa ufać ludziom.

Tym razem cos zupełnie innego! Zaczynam recenzować serię ,,Heartland" zaczynając od pierwszej części - ,,Powroty". Ten projekt jest inny od wszystkich, gdyż zwykle recenzuję książki fantastyczne, więc myślę, że będzie to miła odmiana - głęboki oddech. Seria ta opowiada o Amy Fleming - dziewczynce mieszkającej w Heartlandzie, od dziecka obserwującej jak jej mama leczy przerażone, czasami wręcz niebezpieczne konie które zostały skrzywdzone przez człowieka. Amy odziedziczyła po mamie talent: umiejętność słuchania koni, rozumienia ich potrzeb. Jednak po tragicznym wypadku w którym ginie jej matka, życie Amy wywraca się do góry nogami. Zostaje jej tylko dziadek, Treg - pracownik ośrodka z którym Amy jest zżyta i siostra Lou, która dopiero co wróciła z Nowego Yorku i z którą Amy straciła dobry kontakt. Amy się załamuje, przez wiele miesięcy jest jak maszyna: Je, robi lekcje i śpi. I tak na okrągło. Ale kiedy do schroniska zaczynają trafiać skrzywdzone konie oraz mały Kacperek - kuc szetlandzki którego Amy zna od dzieciństwa... Dziewczyna wraca do życia... Ciekawe? Chcesz wiedzieć więcej? Zabieraj się do lektury! :) Mnie osobiście Heartland poprostu oczarował. Jest to wielotomowa seria niezbyt długich książek które urzekają swą magicznością. Z zapartym tchem czytałam książkę po książce, opowiadające o kolejnych historiach zranionych koni i o tym jak Amy powoli dociera do nich i leczy ich zwichniętą psychikę... Bardzo podobają mi się szczegółowe opisy techniki T-touch i join-up. Już tłumaczę o co chodzi :) Technika T-touch  polega na kreśleniu delikatnych kółeczek, zaczynając od dolnej partii szyji zwierzęcia, a kończąc na uszach. Ten masaż odpręża konie, dzięki czemu łatwiej się do nich zbliżyć. Z kolei technika join0up polega na następujących czynnościach. Na wybiedu puszczamy konia luźno. Następnie stajemy na środku wybiegu i delikatnie trącając kopyta konia, zachęcamy go do galopu. Nie pozwalamy mu podejść do siebie. Pierwszą oznaku sukcesu jest to, że koń skieruje ucho w naszą stonę. Następnie ouszcza łeb i zaczyna ruszać pyskiem jakby cos przeżuwał. Potem, obracamy się plecami do konia i czekamy. Jeśli koń do na przybiegni i trąc nas w rami to znaczy, że wybrał drogę razem z nami, że chce naszej bliskości. Jest niesamowity rytuał tóry wymyślił, z tego co pamiętam Monty Roberts - znany na cały świat treser koni, który potrafi oswoić dziekiego mustanga. Heartland mnie oczarował. Kompletnie zawładnął moim umysłem, opętał mnie. Kiedy o tym piszę, delikatnie się uśmiecham, na wspominienie godzin spędzonych z tą serią. Mam do niej spory sentyment. Polecam tę cudowną serię każdemu, kto kocha konie tak jak ja lub che przeczytać tak niesamowitą powieść jaką jest Heartland.

sobota, 22 września 2012

Szeptem - Becca Fitzpatrick 9/10

,,Czasami zdarza się miłość nie z tego świata... Naprawdę nie z tego świata... Ale cicho sza... Są tajemnice o których mówi się tylko SZEPTEM."

Tym razem o książce ,,Szeptem" autorstwa Becci Fitzpatrick, która może się poszczycić nie lada humorem. Pamiętam, że chyba rok lub dwa lata temu byłam z moją przyjaciółką w empiku. Jej doradziłam ,,Skrzydła Laurel" które sama już czytałam, a sama poszłam do półki z ,,Szeptem". Po raz kolejny zaglądałam do tej książki i w końcu postanowiłam ją kupić. Gdy tylko ją otworzyłam już na pierwszych stronach wybuchałam śmiechem. Dawno nie czytałam  zabawną lektury w której w dodatku nie zabrakło nutki fantastyki i szczypta akcji. Co do fabuły... Pomijając prolog, książkazaczyna się gdy główna bohaterka Nora i jej najlepsza przyjaciółka Vee Sky przekraczają próg sali biologicznej. A tam... Nadzy Barbie i Ken. Nie byłam pewna czy coś mi się nie przeidziło. Wracając do tematu, okazało się, że najbliższe zajęcia będą dotyczyły romnażania. Dowiadujemy się także, że Vee jest nadpobudliwa w t y m sensie... Oczywiście żartuję, choć Vee nie skąpi tego typu komentarzy. Lekcję prowadzi szkolny trener, po pewnym czasie rozsadza on Norę i Vee, a do naszej bohaterki dosiada się przystojny nieznajomy. Niemalże po chwili Nora dowiaduje się, że lubi on gdy się go nazywa Patch, jest lbezczelnym flirciarzem i wie o niej prawie wszystko co można o niej wiedziec. Po pewnym czasie z jego ust pada pytanie: ,,Czy sypiasz nago?". Jednym słowem od początku jest wesoło. Na szczęście nie zabrakło też przyjemnego dreszczyku emocji podczas śledzenia Nory przez tajemiczą psychopatkę... W przedziałce o nazwie ,,fantastyka" znajdziemy: upadłe anioły i nefilów (połączenie człowieka i upadłego anioła) co bardzo mi się spodobało. Chcecie wiedzieć więcej o fabule? Przeczytajcie książkę :) Teraz o moich prywatnych oczuciach... Ksiażka mile mnie zaskoczyła, niemal przez cały czas z gardła wyrywał mi się głupawy chichot. Komentarze Patcha i Nory są naprawdę zbawane. W książce zwłaszcza spodobały mi się lekcje biologi, spotakania Nory i Patcha w klubach oraz przejażdżka Archaniołem. Podobało mi się to jak Nora coraz bardziej zgłębia tajemnice Patcha co w sumie chyba mogę zdradzić... Patch jest upadłym aniołem. W dalszych częściach dowiaduje się także sporo o sobie, ale o tym już kiedy nadejdzie ich kolej na recenzję. Moją ulubioną postacią jest zdecydowanie Vee. Jak dla mnie w skali dowcipności jest na równi z Patchem (czyli na pierwszym miejscu). Jest świetna z tym swoim wiecznym odchudzaniem i wiecznym ignorowaniem go. Zbliżamy się już do końca... Szeptem to przezabawna opowieść w której niezabrakło romansu, fantastyki oraz dreszczyku który napędza ciekawość w czytelniku. Serdecznie polecam i pozdawiam!

sobota, 15 września 2012

W Pierścieniu Ognia - Suzanne Collins 10/10

Tym razem wracamy do tematu Igrzysk Śmierci, a wraz z nim do Katniss Everdeen, państwa Panem i zepsutego Kapitolu. Ale najpierw trochę informacji o blogu. Po pierwsze: Kłopoty z komputerem wreszcie za nami. Po drugie: Nowe recenzje będą się pojawiały raz w tygodniu, prawdopodbnie w okolicach weekendów, w miarę możliwości częściej. Z ogólnych informacji to by było na tyle.

Po przeczytaniu pierwszej części trylogii Igrzysk Śmierci, zapytałam samą siebie: ,,Ciekawe co jeszcze zgotuje nam Suzanne Collins, w końcu jest już po igrzyskach?" Nic bardziej mylnego. Kiedy już myślimy, że już po wszystkim, (ostrzegam spoilery) Igrzyska się skończyły, Katnnis i Peeta wrócili do domu, próbują dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach związnych z areną, wyruszają w tourne zwycięzców i z niego wracają... A tu BUM! Z okazji 75 głodowych igrzysk Katniss i Peeta, oraz inni zwycięzcy wracają na arenę! Szykuje się powstanie! Katniss, swym zachowaniem podczas igrzysk wznieciła iskrę, a ogień się rozprzestrzenia. Dlatego, sam prezydent Snow z tymi swoimi białymi różami i krwistym oddechem odwiedził rodzinę Katniss w ich nowym, eleganckim domu w wiosce dla zwycięzców. Proponuje on Katniss umowę: jeśli ona podczas tourne zwycięzców zdusi powstanie w zarodku ona i jej bliscy będą bezpieczni... Lecz jeśli nie... Chyba nie muszę kończyć. Jak widać nie udaje się jej wywiązać. Czy miałam wspomnieć o czymś jeszcze? Ach tak, już pamiętam... Wspominałam już, że Katniss i Peeta planują wziąć ślub? ;-D Oczywiście tak naprawdę to miała być heroiczna próba uratowania bliskich Katniss i Peety przed rządnym zemsty Kapitolem, gdyż Katniss nie chce mieć dzieci, ani męża. Zatem wróćmy do głównego paradoksu: powrotu Katniss i Peety na arenę. Co 25 lat organizowane są igrzyska ćwierćwiecza. O co chodzi? A oto, że co te wyżej wymienione 25 lat, Kapitol urządza 2 razy krwawsze i brutalniejsze igzyska... Ostatnim razem, podczas 50 głodowych igrzysk liczba uczestników została podwojona: liczba trybutów z 24 zrosła do 48. To właśnie w tym roku zwyciężył Haymitch Abernathy - mentor Katniss i Peety. Zaś tym razem, jak już wspomniałam zamiast normalnych trybutów na arenie pojawią się zwycięzcy z wcześniejszych lat. Kapitol chce w ten sposób zdusić bunt, chce pokazać, jak to ujął prezydent Snow: ,,że nawet najsilniejsi z nich nie wygrają z Kapitolem" czyli Kapitol chce odebrać mieszkańcom dystryktów całą, pozostałą nadzieję. Dobra, przejdźmy trochę dalej: nowe postaci. Dochodzi ich naprawdę dużo, więc nie będę wymieniać wszystkich, opowiem tylko o moich dwóch ulubionych: Finnicku Odairze oraz Mags. Mags to urocza, niezwykle inteligentna, bezzębna staruszka. :) Zaś Finnick... To dwudziestoparoletni adonis który przy pierwszym spotkaniu z Katniss zaczyna... bezczelnie z nią flirtować! Jego postać wnosi do książki wiele humoru, ciężko się nie zaśmiać lub chociaż zachichotać. Nie che wam zdradzić zbyt wiele, chociaż i tak już sporo z książki zdemskowałam... Przejdę więc już do końca... W skrócie: Suzanne Collins zrzuca jedną bombę za drugą, na każdej stronie, w każdym rozdziale szokując czytelnika tym co się dzieje. Wbrew stereotypowi, duga część trylogii jest równie dobra jak częśc pierwsza, jeśli ni lepsza. Pozrawiam! :)

poniedziałek, 10 września 2012

Klątwa Tygrysa - Colleen Houck 8/10

Już od dłuższego czasu nowe recenzje nie pojawiały się, jest to winna awarii mojego komputera którego całe szczęście udało mi się odpalić. Recenzje będą pojawiały się także trochę rzadziej ze względu na początek roku szkolnego (niestety).
Skoro wyjaśnienia już za nami to przejdę do samej recenzji. Tym razem biorę na ostrzał Klątwę Tygrysa Colleen Houck. Jest to książka wyjątkowa, magiczna, urzekająca...
W książce poznajemy Kelsey - dziewczynę mieszkającą wraz z wujostwem w Oregonie. Poznajemy ją w momencie gdy zgłasza się do letniej pracy. Pada na cyrk. Tam po pewnym czasie spotyka białego tygrysa Dhirena i jak go później Kelsey nazywa - Rena. Dziewczyna zbliża się do tygrysa, czyta mu poezję, dzieli się swoimi przeżyciami. Pewnego dnia kiedy Kelsey postanawia kolejny raz zajrzeć do swojego tygrysa okazuje się, że ten jest poza klatką. Po chwili, Ren potulnie wraca do klatki. Następnego dnia w cyrku pojawia się tajemniczy pan Kadam który odkupuje tygrysa i proponuje Kelsey wyjazd z nim i z Renem do Indii. Dziewczyna zgadza się i wtedy zaczyna się jej przygoda.
,,Klątwa Tygrysa" oczarowała mnie swoją historią, a styl pisania Colleen Houck jest bardzo przyjemny z nutką poetyckość. O Kelsey, jest ona bardzo interesującą postacią. Jest bardzo przywiązana do pledu swojej babci bez którego się nie rusza, a także nie pozwala sobie wpuścić nikogo nowego do serca, gdyż po śmierci rodziców boi się straty. Zawsze kiedy spina włosy związuje je kokardką. Według mnie cudowna jest relacja Rena i Kelsey i chociaż nie chce was zbytnio spoilerować to muszę napisać, że Ren jest tak naprawdę indyjskim księciem, przez wieki uwięzionym w ciele tygrysa. A więc, Kelsey na początku pokochuje tygrysa z którym bardzo się zżywa, ale im dalej w głąb książki zaczyna zakochiwać się także w jego ludzkiej powłoce, do tego z wzajemnością. W książce bardzo spodobało mi się... jedzenie! Colleen Houck bardzo dokładnie opisała egzotyczne, indyjskie potrawy których ma okazję skosztować Kelsey, co okazało się miłym dodatkiem. Pozatym świetnie prezentują się indyjskie bóstwa, legendy, przepowiednie i zagadki, które są bardzo rozbudowane.
,,Klątwa Tygrysa" jest naprawdę niesamowitą książką która urzeka swym szczególnym klimatem, mi spodobała się bardzo, więc jak najszybciej zamierzam przeczytać także część drugą. Pozdrawiam.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Ognista - Sophie Jordan 10/10

Tym razem zajmę się książką pod tytułem ,,Ognista". Jeżeli właśnie czytasz tę recenzję to znaczy, że odniosłam zwycięstwo, ponieważ mój komputer może się wyłączyć w każdej chwili :D Wracając do tematu... ,,Ognista" jest książką zdecydowanie wartą uwagi, ponieważ wyróżnia się spośród innych książek tego typu. Zacznijmy od głównej bohaterki.
Jacinda ma szesnaście lat i jest ognioziejką wśród ludu zwanego dragonami. Przetłumaczając na nasze: Jacinda to jedna z potomków smoków. Potrafi przybrać ludzką skórę, ale tak naprawdę jest czymś pomiędzy człowiekiem a smokiem. W swoim dragońskim ,,przebraniu" wydłużają jej się rysy, pokrywa się łuską i wyrastają jej skrzydła, jednak wciąż chodzi na dwóch nogach i nie staje się rozszalałą bestią. Do tego potrafi ziać ogniem, co jest bardzo rzadko spotykaną zaletą. Rzaden dragon nie miał tego daru od paru setek lat. Chociaż Jacinda kocha być dragonką to nienawidzi tego, że jest taka wyjątkowa. Przez to jest traktowana jako ,,klacz rozpłodowa", gdyż kiedy osiągnie odpowiedni wiek, stado pragnie swatać ją z Cassianem - dragonem onyksowym (w dragońskiej skórze jest czarnym kolosem), synem przywódcy stada. Pewnego dnia Jacinda i jej najlepsza przyjaciółka Azure (Az) postanawiają polatać po dziennym niebie, co jest surowo zakazane. Ignorując zasady, przymieniają się w dragonki. Az jest dragonką wodną, czego chyba nie muszę tłumaczyć, bo rozumie się samo przez się, że jest ona nienieska i kocha pływać. A więc, przyjaciółki wzbijają się w górę, jednak już po chwili namierzają je łowcy dragonów. Mile mnie zaskoczyła akcja już na pierwszych stronach książki. Dragonki uciekają, po pewnym czasie postanawiają się rozdzielić. Łowcy ścigają Jacindę. Zaganiają ją do podwodnej jaskini. Na zwiad do jaskini, wchodzi niejaki Will. Wpatruje się ona w Jacindę jak urzeczona, a ona nie pozostaje mu dłużna. Kiedy jeden z łowcó pyta się czy dragonka tam jest, Will odkrzykuje, że nie. Dziewczyna nie może wyjść z szoku, po tym jak przystojny nieznajomy ją ocalił. W końcu, po odejściu bandy łowców, Jacinda powoli wraca do rozwcieczonego stada. Grozi jej podcięcie skrzydeł, dlatego jej matka porywa ją i jej siostrę pod osłoną nocy. Wyjeżdżają do miejsca o bardzo suchym klimacie, gdyż matka chce zabić dragonkę w Jacindzie. Kiedy dziewczyna zaczyna uczęszczać do nowej szkoły nagle spotyka tam Willa. Jak rozwinie się ich uczucie?
,,Ognista" okazała się poprost magiczną książką która urzeka całą sobą. Bardzo przyjemnie mi się ją czytało, zwłaszcza, że Sophie Jordan jest już doświadczoną pisarką romansów, która wie jak poruszyć serce czytelnika. W książce podobało mi się... wszystko! Świat dragonów jest bardzo interesujący, chociażby ze względu na to ile jest ich rodzaji. Są gragony wodne, onyksowe, tzw. znikające, skowronkowe, kamuflonki... Ich świat jest bardzo rozbudowany i magiczny. W części drugiej możemy poznać go jeszcze lepiej... Bardzo mi się spodobała relacja Jacindy i Willa, ponieważ on zabija takich jak ona i ona dobrze o tym wie, a jadnek coś ją ciągnie do niego, ryzykuje co nie jest dla niej łatwe gdyż łowcy zabili jej ojca z którym była bardzo związana. Ich zakazana miłość jest bardzo ciekawa i miło się czyta o tym na początku zarodku uczucia, a potem szybkorosnącym pędzie itd... Spodobały mi się też opisy przemian Jacindy. Na początku były one dla niej jak oddech rzęskim powietrzem, ale im dłużej mieszkała w ciepłym klimacie, stawały się one bolesne. Sophie Jordan szczegółowo opisała każdą przekształcającą się kość.
Na koniec dodam, że każdy miłośnik paranormalnych romansów powinien sięgnąć po ten tytuł, gdyż przeniesie go on w tajemniczy świat dragonów, który porywa serce.

piątek, 24 sierpnia 2012

Drżenie - Maggie Stiefvater 8/10

Dzisiaj rano skończyłam czytać niezwykłą książkę jaką jest ,,Drżenie". Jest to romantyczna opowieść o dziewczynie i wilkołaku... Na pierwszy rzut oka, kolejna opowieść o wilkołakach. Ale wystarczy przeczytać pierwsze dwie strony, a wyrobione zdanie zmienia się o 180 stopni.
Więc tak, kiedy poznajemy Grace ma ona tylko jedenaście lat i wierzcie lub nie... jest właśnie pożerana przez wilki. Wtedy poraz pierwszy spotyka Sama - przyszłego samca alfa (samiec alfa to tzw. przywódca stada). Spojrzenia wilka i dziewczyny krzyżują się. Ona nie może wyjść z podziwu dla jego złotych oczu, jednak po chwili traci przytomność. Drugi rozdział rozpoczyna się z perspektywy Sama jako wilka. W tym samym momencie. Jesteśmy świadkami bitwy jaka toczy się w Samie. Z jednej strony określa Grace jako małego anioła, a z drugiej strony ma ochotę przyłączyć się do swojej sfory gdyż od bardzo długiego czasu nic nie jadł. Jednak przełamuje swoją wilczą naturę i powstrzymuje głodnych pobratymców. Koniec rozdziału drugiego. Przez następne sześć lat obserwuje on Grace z lasu, a ona o tym doskonale wie. Powstaje między nimi nierozerwalna więź. Grace która no cóż, jest zdana a siebie gdyż jej rodzice maja ją w nosie, wręcz wyczekuje, aż przed domem pojawi się jej wilk. Kiedy miejscowy chłopak zostaje, a oskarżone zostają wilki rozpętuje się piekło. Rozpoczęto sezon polowań. Sam zostaje postrzelony. Ranny, biegnie nie gdzie indziej, a do Grace i przeminia się w człowieka. Grace widziała wszystko dokładnie i pomaga Samowi. Tak zaczyna się ich relacja nie tylko w wilczej postaci Sama.
Uff... udało  mi się napisać jakie takie streszczenie...  Mnie osobiście ksiązka oczarowała. Gdybym mogła, nie odrywałabym się od niej ani na sekundę, ale cóż... Miłość Grace i Sama jest wyjątkowa bo jednocześnie znają się od tylu lat, ale dopiero teraz mogą się poznać jako ludzie. Porozmawiać. Maggie Stiefvater uraczyła nas opisem miłości tak cudownej, że aż łezka się kręci w oku. Moim zdaniem bije Zmierzch na głowę, ponieważ związek Sama i Grace jest dużo trudniejszy, a jednocześnie bardziej nierozerwalny. Muszą walczyć o kązdy dzień razem, gdyż w Drżeniu wilkołaki zmieniają postać po wpływem temperatury. Dlatego zmieniają się w wilki na całą zimię, a na wiosnę odzyskują ludzką postać. Jednak z upływem lat coraz trudniej im wracać do swojego ludzkiego ciała. Po pwenym czasie, przestają się zmieniać i na zawsze zostają wilkami. A niestety Sam miał już swój ostatni rok, więc para musi nieustannie walczyć o to by pozostać razem. Nasuwa się pytanie: czemu Grace nie zostanie wilkiem? Niestety, Grace została już ugryziona, a z niewyjaśnionych przyczyn się nie zmieniła, chociaż bardzo tego chciała. ,,Drżenie" mnie porwało na pełną skalę. Styl pisania Maggie Stiefvater jest cudowny, taki delikatny i poetycki. Bardzo mi odpowiada, uwiódł moją duszę. Bardzo żałuję, że tak cudowne powieści zdarzają się tak rzadko. Właściwie powinnam postwaić ocenę 1000/10.
Podsumowując, ,,Drżenie" ma w sobię iskierkę magi która rośnie z każdą przeczytaną stroną. Moje serce już należy do tej książki do tego stopnia, że przeciągałam zakończenie czytania. Nie chciałam rozstać sie z tą czarującą powieścią. Na moje szczęście ,,Drżenie" jest dopiero pierwszą częścią trylogii o miłości Grace i Sama. Już dzisiaj jadę po ,,Niepokój" :)

środa, 22 sierpnia 2012

Najstarszy - Christopher Paolini 10/10

Dzisiaj, wciąż w świecie fantasy, czas ocenić drugą część Eragona, a mianowice powieść ,,Najstarszy". A więć bez dłuższych wstępów, wkleję ze strony empiku opis fabuły.

Zaledwie kilka dni temu Eragon i jego smoczyca Saphira ocalili kryjówkę buntowników przed atakiem wojsk króla Galbatorixa, okrutnego władcy imperium. Teraz muszą udać się do Ellesméry, krainy elfów, gdzie Eragona czeka dalsze szkolenie. Musi nauczyć się jeszcze lepiej władać bronią Smoczych Jeźdźców: mieczem i magią. Wyrusza zatem w najważniejszą podróż swego życia, poznaje nowe cudowne miejsca i nowych kompanów, przeżywa nowe przygody. Lecz cały czas towarzyszy mu chaos i zdrada, i nicnie jest takie, jakim się wydaje. Wkrótce Eragon nie wie już, komu może zaufać. Tymczasem jego kuzyn Roran musi stoczyć własną bitwę - bitwę, która być może narazi Eragona na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Czy mroczna ręka króla zdławi wszelki opór? Z tego starcia Eragon może nie ujść z życiem...

Talent Paoliniego dosłownie rozkwita w Najstarszym. O ile Eragon skradł mi serce, to Najstarszy zamknął je w szktułce i nie chce wypuścić. Cudownie było się zagłębiać w ten skomplikowany, magiczny świat poraz drugi. Teraz ostrzegam bo niestety muszę dodać parę ,,spoilerów' choć zwykle staram się tego unikać. W tej części, kiedy Eragon i Saphira docierają do upragnionej Ellesmery - stolicy elfów, odnajdują nowych nauczycieli. Są to elf Oromis oraz smok Glaedr. Oboje przeżywją nie lada szok, ponieważ byli przekonani, że oprócz Shruikana - zniewolonego smoka złego króla Galbatorixa, Saphira jest ostatnią przedstawicielką swego gatunku. Jak się okazuje, jest ostatnią smoczycą, ale już nie smokiem. Lekcje Eragona z Oromisem to jak dla mnie najmilsze chwile w książce. Wyjątkowo zabawna okazła się relacja Saphiry ze złotym smokiem Glaedrem. Saphira, choć jeszcze młoda postrzega go jako kandydata na przyszłego smoczego partnera. Dlatego, też smoczyca próbuje nieporadnie ,,poderwać" starszego smoka. Jednak, jak to określił Eragon: przypominała kociaka próbującego sprowokować do zabawy starego kocura. Sama Ellesmera zasługuje na sporo uwagi gdyż jej opisy są przecudowne. W tej części dowiemy się więcej o starych postaciach, a oprócz tego poznamy nowe. Jak dla mnie jedynym minusem Najstarszego jest to iż, Paolini dodał do książki rozdziały widziane z punktu widzenia Rorana. Jego postać naprawdę mnie wnerwia, gdyż odbieram go jako głupkowatego małpoluda wszędzie biegającego z wielkim młotem. To tylko moje zdanie, nie wiem dlaczego zapałałam do niego taką antypatią, poprostu jakoś... rozdziały z udziałem Rorana wydają mi się mdłe w porównaniu z tymi z punktu widzenia Eragona. No bo Eragon reprezentuje - magię, smoki i nie małe zdolności bitewne, zaś Roran... szkoda słów...
No, ale jednak jest tych rozdziałów na tyle mało, że jakoś da się przeżyć naszego pana młotorękiego, a książka jest jak dla mnie jest i tak świetna więc dostaje 10/10. Choćbym nawet chciała, sentymnetu do tej książki nie przeskoczę. Podsumowując: Najstarszy to godny następca Eragona.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Eragon - Christopher Paolini 10/10

Tym razem obiektem recenzji będzie Eragon, książka która jednocześnie należy do klimatu paranormalnego, ale która jest zdecydowanie odrębna od wcześniej recenzowanych przeze mnie pozycji literackich. Dlaczego? Nasuwa się jedno, proste, krótkie słowo: smoki. Dzięki nim jest to książka typowo fantasy (oczywiście nie tylko nimi), która uwodzi serce czytelnika za pomocą opisów wielu walk na miecze, skomplikowanych zaklęć ze starożytnych ksiąg oraz średniowiecznego klimatu.
Więc, tak, jak już chyba weszło mi w krew, dokleję opis fabuły ze strony empiku.

Książka opiera się na znanym starszej generacji czytelników archetypie dorastania młodzieńca, jego dojrzewania , poszukiwania nauczyciela i spełnieniu wyznaczonej przez los, czasem fatum, misji. Eragon - bohater Paoliniego , młody wiejski chłopak znajduje niebieski kamień i przynosi go do domu. Ale zanim udaje mu się sprzedać go handlarzowi, z "kamienia" wykluwa się szafirowy smok, Saphira. Smoka próbuje ukraść zły Urgals, który brutalnie morduje wuja Eragona. Chłopcu i smoczycy w ostatniej chwili udaje się uciec. Od tej chwili Eragon poprzysięga zemstę mordercy wuja i wyrusza na wyprawę by uratować świat i stać się ostatnim legendarnym Jeźdźcem Smoków.
Eragon jest związany z Saphirą magiczną mocą, psychiczną więzią , która wzmacnia ich wzajemną siłę lecz jest trochę...nieprzewidywalna. Król krainy, w której rozgrywa się akcja - Alagaesii - jest także Jeźdźcem, zaprzedał się jednak ciemnej mocy...W książce znajdujemy wszystko co niezbędne dla nowej generacji fantasy; wspaniałe walki , historyczne bronie, tajemniczy spisek i ... kobieta elf, która pojawia się w snach Eragona.


Mnie osobiście książka bardzo się spodobała, świat w który zabiera nas powieść oczarował mnie swoim magicznym klimatem. Niesamowite jest, że tę obszerną książkę napisał piętnastoletni chłopaka. Zwłaszcza do gustu przypadł mi pomysł połączonych myśli Eragona i Saphiry, świetnie wypadają ich rozmowy, słyszalne tylko dla nich. Mam także trzy ulubione postaci, oprócz Ergaona i Saphiry: Arya - elfska księzniczka do której Ergaon zapałał chłopięcym uczuciem; Broom - czarodziej który jest także kimś więcej...; oraz mój ulubiony... Orik - krasnolud o walecznym sercu i naprawdę miłej, ciepłej osobowości. Każda z tych postaci na swój sposób jest wyjątkowa, a im dalej w głąb ksiązki, tym lepiej poznajemy każdą z nich. W książce ma miejsce także świetna gratka którą zaserwował nam Paolini. A mianowicie: słowniczek! Tak, Paolini tak jak niegdyś J.R.R. Tolkien zaserwował nam parę odrębnych języków w książce. Język Urgali (łaaał, jestem w szoku, że tyle zapamiętałam dziwnych nazw z tej ksiązki), język krasnoludów oraz pradwana mowa. Np. argetlam, bjartskular - prawdawna mowa: argetlam - srębna ręka, bjartskular - jasnołuska. Barzul knurlar - Niech będą przeklęci! - język krasnoludów. Ahgart ukmar - stało się - język urgali. To tyle o językach, które są naprawdę ciekawe i które zmuszają nas do częstego wracania na koniec ksiżżki i sprawdzania co znaczą, choć w moim przypadku po przeczytaniu prawie wszystkich części Ergaona, nie muszę już tego robić tak często jak na początku.
Podsumowując: Eragon to niezwykła opowieść która zabiera nas w niezykłą podróż po Alagaesii, w którą zdecydowanie warto odbyć.

piątek, 17 sierpnia 2012

Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins 10/10

Tym razem postanowiłam się wziąć za recenzję Igrzysk Śmierci, i to z dużym entuzjazmem, ponieważ od powrotu z wakacji marzy mi się napisanie o tej ksiażce, więc  wreszcie znalazłam w sobie trochę weny i chęci do jej napisania.
Zacznę od fabuły. Właściwie pozwolę sobie skopiować opis ksiązki ze strony empiku, gdyż nie mam jeszcze do końca wprawy w recenzjach, a fabuła tej książki jest naprawdę zawiła.

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest to prawdziwa walka o przetrwanie...

Mnie osobiście książka pochłoneła na pełną skalę. Historia jest wyjątkowo wciągająca i wzruszająca, podczas niektórych momentów uleciało mi kilka łez co w moim przypadku jest niemalże dziwne, bo rzadko książka aż tak wwierci mi się do serca (na końcu trzeciej części płakałam jak bóbr). Suzanne Collins należą się brawa za napisanie tak wspaniałej powieści. Świat który autorka nam prezentuje jest wyjątkowo brutalny i zaskakująco oryginalny.
Sama postać Katniss Everdeen zasługuje na dużo uwagi. Ma ona w sobie to coś. Jest piekielnie inteligentna, zdolna, wytrwała. Do tego jest świetną łuczniczką. Katniss nie należy do osób szczególnie miłych, co wcale nie sprawia, że czytelnik źle ją postrzega. Jest zdeterminowana by chronić swoją rrodzinę, co udowadnia nie raz w czasie całej trylogii, między innymi w recenzowanej obecnie części (uwaga spoiler) zgłasza się na trybuta w zamian za swoją dwunastoletnią siostrę Prim. Jest więc opiekuńcza. A także szlachetna. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Jak dla mnie, Katniss jest naprawdę wyjątkową postacią którą jak najbardziej warto zapamiętać.
Co do samych igrzysk... Autorka wykazała się nie lada pomysłem, gdyż napewno nie tak łatwo wpaść na pomysł turnieju w którym dwudziestu czterech trybutów ma się nawzajem pozabijać, a ten który ostatni utrzyma się na nogach, wygrywa. Pomysł niebanalny i do tego niesamowicie interesujący.
Opisy w książce są bardzo ciekawe, a styl pisania Suzanne Collins jest przepiękny. Do tego autorka w swojej trylogii umieściła teksty piosenek śpiewane przez Katniss, które są naprawde piękne i głęboki zwłaszcza Drzewo Wisielców z częśći trzeciej.
Wspomnę, że w tym roku pojawiła się filmowa ekranizacja tej ksiązki, która okazała się naprawdę świetna.
Dlatego u mnie książka dostaje zasłużenie 10/10. Polecam ją każdemu kto szuka niebanalnej, oryginalnej i poprostu cudownej ksiązki.