niedziela, 30 września 2012

Heartland: Po Burzy - Lauren Brooke 8/10

Heartlnad to schronisko dla koni, wtulone między wzgórza Virginii, ale i coś więcej. To miejsce jedyne w swoim rodzaju - gdzie leczone są blizny przeszłości, gdzie przerażone i źle traktowane konie uczą się od nowa ufać ludziom.

Tym razem, kontynuujemy serię Heartland, wokół której wciąż krążą moje myśli. Część druga jest zdecydowanie ciekawsza niż część pierwsza, ponieważ zawiera więcej interakcji z końmi, a właściwie z jednym koniem: Spartanem. Przez dwudziestomową serię przewija się wiele koni, mam wśród nich swoich ulubieńców... W tym Spartana który jest zdecydowanie moim ulubionym koniem. Ten ognisty gniadosz z miejsca podbił moje serce. To właśnie Spartan jest tym koniem po którego pojechała Amy z mamą w burzową noc... W burzową noc w którą mama Amy zginęła. Spartan też nie wyszedł bez szwanku. Teraz trafia do Heartlandu, ale nie jest już tym samym koniem którym był wcześniej. Przyjeżdża wściekły, niemalże dziki, a jego gniew jest skierowany ku Amy. Dziewczyna nie nie wyleczyła jeszcze własnych ran, a każde spojrzenie na Spartana przypomina jej o tragicznym wypadku... Wydaje się, że młoda Amy Fleming jest ostatnią osobą która może pomóc Spartanowi... Ale kto wie czy nie jedyną... Muszę przyznać, że jest to jedna z moich ulubionych części, jeśli nie ulubiona. Zakochałam się w Spartanie, który tak naprawdę nie jest zły, tylko skrzywdzony i on tak samo jak Amy musi zapomnieć. Amy musi wybaczyć samej sobie, a Spartna jej. W tej recenzji muszę wam rzedstawić kilka ważnych postacio których nie wspominałam przy pierwszej z nich. Pierwszą z nich jest Treg. Ma on siedemnaście lat, jest trochę starszy od Amy i od długiego czasu pracuje w Heartlandzie. Dorównuje wiedzą Amy, co jest dużym wyczynem, rozumie konie, jest bardzo zżyty z naszą główną bohaterką. Soraya Martin - najlepsza przyjaciółka Amy, z którą dziewczyna może się podzielić wszystkim. Matt - przyjaciel obu dziewczyn, który zaleca się do osoby na A (nie mam pojęcia jak uniknąć powtórzeń :-D), ale ona nie jest nim zaintersowana i chce pozostać tylko przyjaciółmi. Jest jeszcze weterynarz Scott który często odwiedza Heartland (pracuje jako weterynarz). Np i oczywiście Ashley Grant, córka Val Grabt - właśicielki konkurencyjnej stadniny z drogimi kucami Green Briar. Ashley jest delikatnie mówiąc wredna i jest wrogiem Amy. To chyba wszyscy, bo o Lou i dzidku już mówiłam... Teraz o mich prywatnych uczuciach do tej książki... Jest ona bardzo przyjemna, szybko się czyta. Tak naprawdę starczy na jeden góra trzy dni, chyba, że będziemy zawzięcie ją oszczędzać. Kiedy czytałam ją poraz pierwszy (a jakże, niejednokrotnie do niej powracałam) co chwila ekscytowałam się czymś co działo się w książce, wiele razy na twrzy zakwił mi uśmiech, gdy w książce zdarzało się coś wzruszającego lub zabawnego. Smucił mnie fakt jak bardzo Amy cierpi po śmierci mamy, jak często miewa koszmary nocne. Wyobraziłam sobie siebie w tej sytuacji. Mam wrażenie, że nigdy bym się już nie uśmiechnęła. Tak czy owak sytuacja głównej bohaterki sprawia, że aż się łezka w oku kręci. Co do Spartana, urzekła mnie jego wściekłość... Wiem, dziwnie to brzmi, ale dokładnie chodzi mi oto, że Spartan tak naprawdę jest delikatnym i wrażliwym koinem, który po prostu został bardzo skrzywdzony i wylewa swoje uczucia w agresji... Kogoś wam to przypomina? Bo mi to przypomina ludzi. Gdy cierpimy, zachowujemy się podobnie. Jesteśmy wściekli na cały świat, bo dlaczego nam się to przydarzyło? Spartan bardzo przypomia mi człowieka i być może dlatego tak mi się spodobał. Jednak stopniowo, gdy Amy do niego dociera, okazuje się jak cudownym koniem jest Spartan. Amy z miejsca się w nim zakochuje i drży na myśl, że miałaby się z nim rozstać. Historia Amy i Spartana jest ze sobą mocno powiązana i może dlatego dziewczyna tak go pokochała. Cieszyło mnie także to, że Lou i Amy zaczęły się coraz bardziej zżywać, poznawać się lepiej... No i oczywiście nie zabrakło technik join-up i T-Touch :-). Co wam jeszcze powiedzieć? MOże, to, że choć Heartland może wydawać się jedynie książką o koniach, w głębi porósza bardzo ważne tematy. Jest to cudowna, niesamowita książka która skradła mi serce.

piątek, 28 września 2012

Heartland: Powroty - Lauren Brooke 10/10

Heartland to schronisko dla koni, wtulone między wzgórza Virginii, ale i coś więcej. To miejsce jedyne w swoim rodzaju - gdzie leczone są blizny przeszłości, gdzie przerażone i źle traktowane konie uczą się od nowa ufać ludziom.

Tym razem cos zupełnie innego! Zaczynam recenzować serię ,,Heartland" zaczynając od pierwszej części - ,,Powroty". Ten projekt jest inny od wszystkich, gdyż zwykle recenzuję książki fantastyczne, więc myślę, że będzie to miła odmiana - głęboki oddech. Seria ta opowiada o Amy Fleming - dziewczynce mieszkającej w Heartlandzie, od dziecka obserwującej jak jej mama leczy przerażone, czasami wręcz niebezpieczne konie które zostały skrzywdzone przez człowieka. Amy odziedziczyła po mamie talent: umiejętność słuchania koni, rozumienia ich potrzeb. Jednak po tragicznym wypadku w którym ginie jej matka, życie Amy wywraca się do góry nogami. Zostaje jej tylko dziadek, Treg - pracownik ośrodka z którym Amy jest zżyta i siostra Lou, która dopiero co wróciła z Nowego Yorku i z którą Amy straciła dobry kontakt. Amy się załamuje, przez wiele miesięcy jest jak maszyna: Je, robi lekcje i śpi. I tak na okrągło. Ale kiedy do schroniska zaczynają trafiać skrzywdzone konie oraz mały Kacperek - kuc szetlandzki którego Amy zna od dzieciństwa... Dziewczyna wraca do życia... Ciekawe? Chcesz wiedzieć więcej? Zabieraj się do lektury! :) Mnie osobiście Heartland poprostu oczarował. Jest to wielotomowa seria niezbyt długich książek które urzekają swą magicznością. Z zapartym tchem czytałam książkę po książce, opowiadające o kolejnych historiach zranionych koni i o tym jak Amy powoli dociera do nich i leczy ich zwichniętą psychikę... Bardzo podobają mi się szczegółowe opisy techniki T-touch i join-up. Już tłumaczę o co chodzi :) Technika T-touch  polega na kreśleniu delikatnych kółeczek, zaczynając od dolnej partii szyji zwierzęcia, a kończąc na uszach. Ten masaż odpręża konie, dzięki czemu łatwiej się do nich zbliżyć. Z kolei technika join0up polega na następujących czynnościach. Na wybiedu puszczamy konia luźno. Następnie stajemy na środku wybiegu i delikatnie trącając kopyta konia, zachęcamy go do galopu. Nie pozwalamy mu podejść do siebie. Pierwszą oznaku sukcesu jest to, że koń skieruje ucho w naszą stonę. Następnie ouszcza łeb i zaczyna ruszać pyskiem jakby cos przeżuwał. Potem, obracamy się plecami do konia i czekamy. Jeśli koń do na przybiegni i trąc nas w rami to znaczy, że wybrał drogę razem z nami, że chce naszej bliskości. Jest niesamowity rytuał tóry wymyślił, z tego co pamiętam Monty Roberts - znany na cały świat treser koni, który potrafi oswoić dziekiego mustanga. Heartland mnie oczarował. Kompletnie zawładnął moim umysłem, opętał mnie. Kiedy o tym piszę, delikatnie się uśmiecham, na wspominienie godzin spędzonych z tą serią. Mam do niej spory sentyment. Polecam tę cudowną serię każdemu, kto kocha konie tak jak ja lub che przeczytać tak niesamowitą powieść jaką jest Heartland.

sobota, 22 września 2012

Szeptem - Becca Fitzpatrick 9/10

,,Czasami zdarza się miłość nie z tego świata... Naprawdę nie z tego świata... Ale cicho sza... Są tajemnice o których mówi się tylko SZEPTEM."

Tym razem o książce ,,Szeptem" autorstwa Becci Fitzpatrick, która może się poszczycić nie lada humorem. Pamiętam, że chyba rok lub dwa lata temu byłam z moją przyjaciółką w empiku. Jej doradziłam ,,Skrzydła Laurel" które sama już czytałam, a sama poszłam do półki z ,,Szeptem". Po raz kolejny zaglądałam do tej książki i w końcu postanowiłam ją kupić. Gdy tylko ją otworzyłam już na pierwszych stronach wybuchałam śmiechem. Dawno nie czytałam  zabawną lektury w której w dodatku nie zabrakło nutki fantastyki i szczypta akcji. Co do fabuły... Pomijając prolog, książkazaczyna się gdy główna bohaterka Nora i jej najlepsza przyjaciółka Vee Sky przekraczają próg sali biologicznej. A tam... Nadzy Barbie i Ken. Nie byłam pewna czy coś mi się nie przeidziło. Wracając do tematu, okazało się, że najbliższe zajęcia będą dotyczyły romnażania. Dowiadujemy się także, że Vee jest nadpobudliwa w t y m sensie... Oczywiście żartuję, choć Vee nie skąpi tego typu komentarzy. Lekcję prowadzi szkolny trener, po pewnym czasie rozsadza on Norę i Vee, a do naszej bohaterki dosiada się przystojny nieznajomy. Niemalże po chwili Nora dowiaduje się, że lubi on gdy się go nazywa Patch, jest lbezczelnym flirciarzem i wie o niej prawie wszystko co można o niej wiedziec. Po pewnym czasie z jego ust pada pytanie: ,,Czy sypiasz nago?". Jednym słowem od początku jest wesoło. Na szczęście nie zabrakło też przyjemnego dreszczyku emocji podczas śledzenia Nory przez tajemiczą psychopatkę... W przedziałce o nazwie ,,fantastyka" znajdziemy: upadłe anioły i nefilów (połączenie człowieka i upadłego anioła) co bardzo mi się spodobało. Chcecie wiedzieć więcej o fabule? Przeczytajcie książkę :) Teraz o moich prywatnych oczuciach... Ksiażka mile mnie zaskoczyła, niemal przez cały czas z gardła wyrywał mi się głupawy chichot. Komentarze Patcha i Nory są naprawdę zbawane. W książce zwłaszcza spodobały mi się lekcje biologi, spotakania Nory i Patcha w klubach oraz przejażdżka Archaniołem. Podobało mi się to jak Nora coraz bardziej zgłębia tajemnice Patcha co w sumie chyba mogę zdradzić... Patch jest upadłym aniołem. W dalszych częściach dowiaduje się także sporo o sobie, ale o tym już kiedy nadejdzie ich kolej na recenzję. Moją ulubioną postacią jest zdecydowanie Vee. Jak dla mnie w skali dowcipności jest na równi z Patchem (czyli na pierwszym miejscu). Jest świetna z tym swoim wiecznym odchudzaniem i wiecznym ignorowaniem go. Zbliżamy się już do końca... Szeptem to przezabawna opowieść w której niezabrakło romansu, fantastyki oraz dreszczyku który napędza ciekawość w czytelniku. Serdecznie polecam i pozdawiam!

sobota, 15 września 2012

W Pierścieniu Ognia - Suzanne Collins 10/10

Tym razem wracamy do tematu Igrzysk Śmierci, a wraz z nim do Katniss Everdeen, państwa Panem i zepsutego Kapitolu. Ale najpierw trochę informacji o blogu. Po pierwsze: Kłopoty z komputerem wreszcie za nami. Po drugie: Nowe recenzje będą się pojawiały raz w tygodniu, prawdopodbnie w okolicach weekendów, w miarę możliwości częściej. Z ogólnych informacji to by było na tyle.

Po przeczytaniu pierwszej części trylogii Igrzysk Śmierci, zapytałam samą siebie: ,,Ciekawe co jeszcze zgotuje nam Suzanne Collins, w końcu jest już po igrzyskach?" Nic bardziej mylnego. Kiedy już myślimy, że już po wszystkim, (ostrzegam spoilery) Igrzyska się skończyły, Katnnis i Peeta wrócili do domu, próbują dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach związnych z areną, wyruszają w tourne zwycięzców i z niego wracają... A tu BUM! Z okazji 75 głodowych igrzysk Katniss i Peeta, oraz inni zwycięzcy wracają na arenę! Szykuje się powstanie! Katniss, swym zachowaniem podczas igrzysk wznieciła iskrę, a ogień się rozprzestrzenia. Dlatego, sam prezydent Snow z tymi swoimi białymi różami i krwistym oddechem odwiedził rodzinę Katniss w ich nowym, eleganckim domu w wiosce dla zwycięzców. Proponuje on Katniss umowę: jeśli ona podczas tourne zwycięzców zdusi powstanie w zarodku ona i jej bliscy będą bezpieczni... Lecz jeśli nie... Chyba nie muszę kończyć. Jak widać nie udaje się jej wywiązać. Czy miałam wspomnieć o czymś jeszcze? Ach tak, już pamiętam... Wspominałam już, że Katniss i Peeta planują wziąć ślub? ;-D Oczywiście tak naprawdę to miała być heroiczna próba uratowania bliskich Katniss i Peety przed rządnym zemsty Kapitolem, gdyż Katniss nie chce mieć dzieci, ani męża. Zatem wróćmy do głównego paradoksu: powrotu Katniss i Peety na arenę. Co 25 lat organizowane są igrzyska ćwierćwiecza. O co chodzi? A oto, że co te wyżej wymienione 25 lat, Kapitol urządza 2 razy krwawsze i brutalniejsze igzyska... Ostatnim razem, podczas 50 głodowych igrzysk liczba uczestników została podwojona: liczba trybutów z 24 zrosła do 48. To właśnie w tym roku zwyciężył Haymitch Abernathy - mentor Katniss i Peety. Zaś tym razem, jak już wspomniałam zamiast normalnych trybutów na arenie pojawią się zwycięzcy z wcześniejszych lat. Kapitol chce w ten sposób zdusić bunt, chce pokazać, jak to ujął prezydent Snow: ,,że nawet najsilniejsi z nich nie wygrają z Kapitolem" czyli Kapitol chce odebrać mieszkańcom dystryktów całą, pozostałą nadzieję. Dobra, przejdźmy trochę dalej: nowe postaci. Dochodzi ich naprawdę dużo, więc nie będę wymieniać wszystkich, opowiem tylko o moich dwóch ulubionych: Finnicku Odairze oraz Mags. Mags to urocza, niezwykle inteligentna, bezzębna staruszka. :) Zaś Finnick... To dwudziestoparoletni adonis który przy pierwszym spotkaniu z Katniss zaczyna... bezczelnie z nią flirtować! Jego postać wnosi do książki wiele humoru, ciężko się nie zaśmiać lub chociaż zachichotać. Nie che wam zdradzić zbyt wiele, chociaż i tak już sporo z książki zdemskowałam... Przejdę więc już do końca... W skrócie: Suzanne Collins zrzuca jedną bombę za drugą, na każdej stronie, w każdym rozdziale szokując czytelnika tym co się dzieje. Wbrew stereotypowi, duga część trylogii jest równie dobra jak częśc pierwsza, jeśli ni lepsza. Pozrawiam! :)

poniedziałek, 10 września 2012

Klątwa Tygrysa - Colleen Houck 8/10

Już od dłuższego czasu nowe recenzje nie pojawiały się, jest to winna awarii mojego komputera którego całe szczęście udało mi się odpalić. Recenzje będą pojawiały się także trochę rzadziej ze względu na początek roku szkolnego (niestety).
Skoro wyjaśnienia już za nami to przejdę do samej recenzji. Tym razem biorę na ostrzał Klątwę Tygrysa Colleen Houck. Jest to książka wyjątkowa, magiczna, urzekająca...
W książce poznajemy Kelsey - dziewczynę mieszkającą wraz z wujostwem w Oregonie. Poznajemy ją w momencie gdy zgłasza się do letniej pracy. Pada na cyrk. Tam po pewnym czasie spotyka białego tygrysa Dhirena i jak go później Kelsey nazywa - Rena. Dziewczyna zbliża się do tygrysa, czyta mu poezję, dzieli się swoimi przeżyciami. Pewnego dnia kiedy Kelsey postanawia kolejny raz zajrzeć do swojego tygrysa okazuje się, że ten jest poza klatką. Po chwili, Ren potulnie wraca do klatki. Następnego dnia w cyrku pojawia się tajemniczy pan Kadam który odkupuje tygrysa i proponuje Kelsey wyjazd z nim i z Renem do Indii. Dziewczyna zgadza się i wtedy zaczyna się jej przygoda.
,,Klątwa Tygrysa" oczarowała mnie swoją historią, a styl pisania Colleen Houck jest bardzo przyjemny z nutką poetyckość. O Kelsey, jest ona bardzo interesującą postacią. Jest bardzo przywiązana do pledu swojej babci bez którego się nie rusza, a także nie pozwala sobie wpuścić nikogo nowego do serca, gdyż po śmierci rodziców boi się straty. Zawsze kiedy spina włosy związuje je kokardką. Według mnie cudowna jest relacja Rena i Kelsey i chociaż nie chce was zbytnio spoilerować to muszę napisać, że Ren jest tak naprawdę indyjskim księciem, przez wieki uwięzionym w ciele tygrysa. A więc, Kelsey na początku pokochuje tygrysa z którym bardzo się zżywa, ale im dalej w głąb książki zaczyna zakochiwać się także w jego ludzkiej powłoce, do tego z wzajemnością. W książce bardzo spodobało mi się... jedzenie! Colleen Houck bardzo dokładnie opisała egzotyczne, indyjskie potrawy których ma okazję skosztować Kelsey, co okazało się miłym dodatkiem. Pozatym świetnie prezentują się indyjskie bóstwa, legendy, przepowiednie i zagadki, które są bardzo rozbudowane.
,,Klątwa Tygrysa" jest naprawdę niesamowitą książką która urzeka swym szczególnym klimatem, mi spodobała się bardzo, więc jak najszybciej zamierzam przeczytać także część drugą. Pozdrawiam.