środa, 27 marca 2013

Dziedzictwo - Christopher Paolini

Jeszcze niedawno Eragon Cieniobójca, Smoczy Jeździec, był zaledwie wieśniakiem,a jego smoczyca Saphira jedynie błękitnym kamieniem w lesie. Teraz to od nich zależy los całej cywilizacji. Oto z dawna oczekiwane, zaskakujące zakończenie światowego bestsellera, cyklu ,,Dziedzictwo"



Wczoraj przed południem skończyłam czytać Dziedzictwo tom 2, jednak jak widzicie postanowiłam nie dzielić jednej książki na 2 części tak jak polskie wydawnictwo, dlatego recenzja pojawia się trochę później niż to sobie zaplanowałam. Jednak, przejdźmy już do sedna. Książkę tę możemy opisać w dwóch słowach: epicka epickość :-D Wiem, bardzo składna wypowiedź :-D Ale owszem, właśnie ta epickość jest wyczuwalna w tym tomie wyjątkowo. Gdy tylko zaczynamy podróż z tą powieścią mamy tę świadomość, że to zakończenie, to tu wszystkie wątki które dotąd nas intrygowały mają swój kres, wszystkie tajemnice mają zostać rozwikłane, lecz przede wszystkim najważniejsza ścieżka: walka z Galbatorixem. W moim przypadku wywołało to chorą fascynację ;-) Gdy zaczęłam lekturę (oba tomy) połknęłam w niecały tydzień. Mamy bardzo dużo akcji przeplatanej ze spokojniejszymi wątkami, jednak na pewno nie grozi nam nuda. Książkę naprawdę czyta się błyskawicznie, klimat sagi nadaje jej ten niepowtarzalny smaczek. Dziedzictwo zdecydowanie dorównuje swoim poprzedniczkom zwłaszcza w scenie walk. Bardzo mi się podobała jedna z  ,,treningowych" potyczek z Aryą, miałam wrażenie jakbym tam była. Nawet narracja Rorana nie była mi straszna ^^ Po drodze ku wielkiemu finałowi czeka na nas wiele niespodzianek, przy nie których opadała mi szczęka, a oczy wychodziły z orbit :-D Mam tyle do powiedzenia, ale tak na prawdę są to same pochwały. Patrzę na tę serię zdecydowanie subiektywnie, zaczęłam ją czytać chyba aż 4 lata temu, a czas z nią spędzony - coś czego nie da się zapomnieć. Polecam wam zdecydowanie czytać tą książkę jednocześnie z jakąś przyjaciółką, ja przeczytałam ją co prawda wcześniej niż Pockerowa, lecz gdy i ona po nią sięgnęła cała saga stała się tematem licznych, długich rozmów. Czytając Dziedzictwo poczułam jednak lekkie rozżalenie, nostalgię. Zwłaszcza przy końcowych rozdziałach ciężko mi było znieść fakt, że to już koniec tej wieloletniej podróży, wszystkie wątki rozwiązane i już nic więcej nie będzie. Dlatego, wzięłam sobie za punkt honoru, żeby za jakiś czas wrócić do świata Alagaesii, cofając się do czasów kiedy Eragon dopiero odnalazł jajo Saphiry i wraz z Bromem ruszyli do obozu Vardenów, zjeżdżając przy tym niemalże całą krainę. Co jeszcze mogę powiedzieć? 4 tom okazał się cudowny i magiczny, na pewno jeszcze przez dłuższy czas będzie chodził mi po głowie, moim zdaniem jest to jedna z tych serii o których się nie zapomina ze względu na jej niepowtarzalny klimat, fabułę, świetnie nakreślone postaci i... i... chociażby sam pomysł smoczych jeźdźców, pradawnej mowy i innych ciekawych języków jak np. krasnoludzki, za to wszystko należą się Paoliniemu brawa, zwłaszcza, że jak niektórzy z was zapewne wiedzą, ,,Eragona" wydał on mając zaledwie 15 lat. Jak dla mnie jest to niesamowite osiągnięcie, każdy rozdział jest dokładnie zaplanowany, przesiąknięty pasją jaką wlał w tą serię nastolatek. Już w poprzednich częściach, NAWET w pierwszej mamy wskazówki co do wielkiego, epickiego finału, wszystkie elementy układają się w spójną całość. Cóż mogę rzec? Byłam zaszczycona i zachwycona mogąc odbyć tę magiczną podróż. Astra esterni ono thelduin - Niechaj sprzyja Ci szczęście! ^^


Moja ocena: 10/10




niedziela, 17 marca 2013

Brisingr - Christopher Paolini

Eragon i jego smoczyca Saphira ledwie uszli z życiem z ogromnej  bitwy z wojownikami Imperium na Płonących Równinach. teraz muszą stawić czoło kolejnym niebezpieczeństwom - a także splątanej sieci obietnic i przysiąg, które mogą wymagać niewyobrażalnie wielkich ofiar! Czy mroczna ręka króla zdławi wszelki opór? To starcie może stać się dla Eragona śmiertelną pułapką...

Ostatnio po bardzo długiej przystani na mojej półce zaczęłam czytać Dziedzictwo tom 1, dlatego też postanowiłam wziąć się za Brisingra, żeby jak tylko skończę przygodę z kolejnym bestsellerem Paoliniego móc na pisać recenzję. Tak więc, jak zwykle jestem zauroczona całą fabułą jak i przyjemnym stylem pisania Christophera. Jest w tej serii coś swojskiego, wręcz przytulnego, co sprawia, że zawsze co jakiś czas wracam do świata Eragona i Saphiry. Liczne pojedynki, szczegółowo opisane, o dziwo, mnie uspokajają. Rozluźniam wtedy wszystkie mięśnie i jeszcze bardziej zapadam się w fotel z uśmiechem na ustach. Jest to prawdziwy kawał książki, z resztą jak wszystkie części, jednak Brisingr jest chyba najobszerniejszy. Cała saga charakteryzuje się minimalnymi marginesami, dużymi stronicami i drobnym drukiem, co zdecydowanie zatrzymuje nas dłużej przy tej lekturze. Oczywiście po rozpływam się nad interakcjami Eragona z Saphirą. O dziwo, Saphira na swój sposób jest podobna do kotów. Dlaczego? Cóż, Ci z was którzy mieli do czynienia z tymi pozycjami orientują się, że smoczyca jest bardzo zadziorna i zawsze stawia na swoim. Czyż nie tak postępują koty? Nie zatrzymamy ich na naszych kolanach, jeśli one nie maja na to ochoty. Zaczną się wyrywać i jeszcze przy okazji nas podrapią. Kiedy zaś przyjdą z własnej, nie przymuszonej woli, dopiero wtedy możemy się w pełni rozkoszować obecnością naszego pupila. Coraz lepiej zgłębiamy złożony świat Eragona, na światło dzienne wypływają coraz to nowe sekrety... Przyznam szczerze, że nie które były naprawdę spektakularne o sama byłam w szoku czytając o nich. Zaskoczenie gwarantowane. Jeżeli lubujecie się w takich tematach, tak jak ja to przeczytacie tę książkę w mgnieniu oka. W tej części jak zawsze możemy liczyć na odlotowe bitwy i starcia, kolejne mądrości, coraz to nowe zaklęcia. Nie zabraknie także mojego ukochanego słowniczka na końcu książki. Mamy w nim mnóstwo słów z pradawnej mowy, języku krasnoludów oraz parę kwestii w języku nomadów i urgali. Mówię wam, bez tego można polec. Nie raz jesteśmy zmuszeni wertować strony na sam koniec, chyba, że... tak jak w moim przypadku po części opanujecie te języki. Wiem, wiem, to dziwne, ale po prostu niektóre zwroty pojawiają się na tyle często, że podświadomie je wchłonęłam :-D Na pierwszych stronach lektury tradycyjnie objawi się przed nami mapka Alagaesii, która zdecydowanie pomaga czytelnikowi zorientować się, gdzie obecnie przebywa nasz bohater. Przypomina mi to trochę trylogię Tolkiena. Jedynym minusem jest Roran - kuzyn Eragona. Kiedy z niesamowitego świata Eragona i jego smoczycy, wracamy do tego nudnego Rorana, szarego śmiertelnika... Przyznam, że mnie to irytowało i z utęsknieniem wyczekiwałam momentu powrotu do Eragona i Saphiry. Zdecydowanie polecam tę cudowną książkę, jest to inny, magiczny, cuudowny świat! Atra estrerni ono thelduin co znaczy niechaj sprzyja Ci szczęście, co możecie wziąć za: pozdrawiam!

Moja ocena: 9,5/10 (za Rorana :-D)




wtorek, 12 marca 2013

Zakochana w szablonie!

Witajcie, jak zapewne widzicie, na My Bookliście zagościło nowe cuuuuudowne tło (przynajmniej ja tak uważam) :-D Tło zostało wykonane przez Jill na zaczarowanych szablonach, które znajdziecie w moich poleconych stronach. Serdecznie jej za to dziękuję, chciałam także bardzo podziękować Avii, gdyby nie ta obrazkowa instrukcja dla kompletnych imbecyli w tej dziedzinie takich jak ja, zdecydowanie bym poległa. Zauważyłam, że mimo jej miłości do szablonów moch jakoś tam, Pockerowa także zdecydowała się na szablon od Jill. A wy co sądzicie o nowym wyglądzie? Bo ja się naprawdę zakochałam, ten cudny psiak, poza tym oprócz pisania recenzji i opowiadań uwielbiam także fotografować wszystko z czym się w życiu zetknę, choćby był to pierwszy wiosenny kwiatek :-) Jak dla mnie pasuje jak ulał i zapraszam was do udzielenia własnej opinii. Serdecznie pozdrawiam!