poniedziałek, 13 maja 2013

Klątwa Tygrysa: Wyprawa - Colleen Houck

Tym razem po raz pierwszy postanowiłam dać recenzji dedykację - tę recenzja przypada Patce, gdyż to ona mnie zainspirowała do jej napisania :-)

Choć Kelsey udaje się wyrwać Rena z rąk Lokesha, nie odzyskuje ukochanego. Biały tygrys stracił pamieć i dziewczyna jest mu zupełnie obca. Co więcej - każdy jej dotyk sprawia mu ból. Jedno pozostaje niezmienne: zło nie zostało pokonane, pradawna klątwa trwa. Rozpoczyna się nowa, pełna niebezpieczeństw podróż do świata pięciu przebiegłych smoków. Czy wszyscy wyjdą cało ze starcia z mrocznymi siłami? Czy Kelsey znów rozkocha w sobie Rena, czy wybierze zapomnienie w ramionach Kishana? Niech rozpocznie się wyprawa!

Książka - tak jak jej poprzedniczki zdecydowanie mi się podobała. Co mogę rzec? - nie żałuję czasu spędzonego z tą lekturą. Collen Houck tak jak przy poprzednich częściach spisała się wyśmienicie. Książkę czyta się szybko, wydarzenia mają szybkie tempo, nie nudzimy się. Jednak w tej części rzuciło mi się w oczy parę wad, których albo ja zauroczona tą serią nie zauważyłam, albo po prostu teraz jest na nie większy nacisk. Ren i Kishan- te ich sprzeczki i zazdrość o Kelsey. Na początku podobały mi się te sceny, były dość humorystyczne, poza tym która kobieta nie chce żeby  książęta się o nią kłócili, hę? Ale po jakiś 200 stronach... Miałam serdecznie dość tej ,,wojny samców" czy czegoś tam. No ile można ludzie? Doszło do tego, że na jakiś czas książeczka powędrowała na półkę. Kiedy trochę przeszły mi nerwy, wróciłam do lektury i jakoś przebrnęłam przez tą ich zazdrość. Ale oprócz tego skromnego minusiku... Nie mam zbytnio się do czego przyczepić. Coś co po prostu muszę pochwalić - okładka. Kocham okładki. Jednak oprócz intrygującego tytułu i poleceń innych - to jednak okładka jest dla mnie ważna przy wyborze książki. Ta część nie ustępuje swoim poprzedniczkom - jest zdecydowania prześliczna, trzyma fason ^^ Co jeszcze... To, że Kishan tutaj góruje nad Renem odebrałam bardzo optymistycznie - jakoś on mi bardziej przypadł do gustu - jest spokojny, za to Ren chyba wykończyłby mnie nerwowo z tymi swoimi kłótniami :-D Poza tym jest zdecydowanie zabawniejszy i wyluzowany, może przypominacie sobie parę cytatów które zamieściłam przy okazji recenzowania 2 części Klątwy Tygrysa? Wszystkie pochodziły od Kishana i mnie rozbawiły do łez. Tego też Pani Houck nie straciła - swojego dowcipu. Komentarze Kelsey są bardzo przyjemne, z resztą tak samo jak w poprzednich częściach. Cała książka jest utrzymana w przyjemnym klimacie z nutką tajemniczości, osobiście wyczekiwałam momentu poznania wszystkich 5 smoków. Najbardziej polubiłam smoka.... czerwonego i.... chyba białego :-) Zielony także mnie zaintrygował... Był taki trochę szalony, tajemniczy... No cóż, jak to mówią geniusz graniczy z szaleństwem, w jego przypadku idealnie się to sprawdza. Postać którą znielubiłam? Randi. Nie chcę wam zdradzać zbyt dużo więc powiem wam tylko 2 słowa - stereotypowa flądra. A co :-D Co na koniec... Powiem, że zdecydowanie się nie zawiodłam, ta część także trzyma poziom, pozostaje mi tylko biec do empiku i kupić część czwartą, akurat będę miała na zieloną... (wyjeżdżam w środę, na 3 dni ^^). Komu polecę? Fanom fantastyki, paranormal romance, no i rzecz jasna wielbicielom tygrysów, albo po prostu kotów ;-) Serdecznie pozdrawiam!


Moja ocena: 7/10